Mam staw, nigdy go nie zarybiałam - z wyboru. Dzisiaj odkryłam resztki uczty nad brzegiem mojego stawu. Łuska rybia i to sporych rozmiarów
Chyba by żadne zwierzę nie przyniosło ryby z innego stawu tutaj, nad brzeg mojego? Zdjęcie mało wyraźne, ale to rybia łuska, nie śnieg ;-)
To by wyjaśniało zanik moczarki kanadyjskiej - mojego utrapienia i praktycznie brak glonów. Czy ryby mogą pojawić się same? W dodatku sądząc po łusce to całkiem spory okaz.
Tak czy inaczej staw klarowny, a po opadnięciu wody wycięłam wszystkie trawy nadbrzeżne, wygrabiłam, a wszystko w moich ulubionych woderach. Słońce grzało, czułam się jak w sierpniu w pewnym momencie.
Kalina wawrzynowata śliczna, ale wiem że nie dotrwa następnego roku. Kupiłam ją nie wiedząc co to za okaz.
Cypryśnik ma się dobrze, chociaż mikry jest.
A brzozy coraz grubsze ;-)
Kolejny cudny dzień, posiedziałam sobie z herbatą w moim drewniaczku snując plany na wiosnę. Niech już znowu będzie marzec!