Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOSA SPALINOWA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOSA SPALINOWA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lipca 2019

Borków w ulewie!


Miałam mieć pierwszy wakacyjny weekend w Borkowie. Pomieszkać, popracować, no ale niestety. Ulewa, zimno, burza, uciekłam do domu, ale nie NARZEKAM!

Grzechem by było narzekać na deszcz. 

Z przyjemnością patrzyłam, jak ogród namaka wodą. To nie był ten warszawski deszczyk, co schnie w powietrzu. Regularna ulewa i nadal pada.

Spragnionym takiego widoku 'mokre' zdjęcia ;-) Warkocze deszczu!



 
Nieskoszone trawy poległy, a właśnie dzisiaj miałam je ścinać kosą. Zdążyłam jedynie wykosić dojazd do działki. Skoszę za parę dni.

I dobra wiadomość jeszcze jedna - kosiarkowy wyciek oleju to wyłącznie moja wina.
Do czyszczenia spodu kosiarki postawiłam ją na boku. Niestety złym boku i zalałam wszystko olejem. Cudowny Pan serwisant z Abexilu od ręki !!! wyczyścił, wymienił olej, wszystko działa.

Jakby ktoś miał sprzęt Stihl'a, to polecam serwis na Określonej. 

 


środa, 22 czerwca 2016

Zapach mokrych łąk


To było dzisiaj pierwsze, bardzo silne wrażenie, kiedy otworzyłam drzwi samochodu pod bramą Borkowa - niesamowicie intensywny zapach traw, ziół, kwiatów. Kiedy jest sucho, nigdy tak nie pachną. To sprawa poziomu wody w gruncie i nie tylko. 

Staw niemal jak ocean, strumienie odpływowe pełne wody, pałki kwitną, a obok chodzą bociany. 

Moja wiejska sielanka nigdy mnie nie zawodzi.
 



Od ostatniej wizyty dwa tygodnie temu poziom wody w stawie podniósł się o ponad 50 cm. Mam taki duży głaz tuż nad  brzegiem, który zwykle jest suchy. Dzisiaj jest cały pod wodą. To widać na drugim zdjęciu obok liści lilii wodnych.





Dla porównania - zdjęcie z 2 czerwca - tu głaz daleko od wody. Taki mam wodowskaz ;-)


Sielanka sielanką, ale kosa w samochodzie i choć trawy nadal cudne koszenia czas nastał.



Zanim zaczęłam koszenie, jak zwykle zrobiłam obchód moich zakątków by zobaczyć co i jak. 

Tawuły van Houtte'a sprawdziły się naprawdę wyjątkowo.


Irgi rosną, tylko skrzyp je przerasta. Dzisiaj nie dałam już rady go powyrywać, ale nie jest go na szczęście tak dużo jak zwykle bywało.


Tarczownice cudnie ogromnieją.


A jaśminowiec przesadzony z Młocin nawet zakwitł. Jeszcze choruje i mszyce go jedzą, ale jest to skala znacznie mniejsza niż tam zwykle była.



Amorfa czyli tzw. indygowiec podwoiła wysokość przez dwa tygodnie. Słusznie piszą, że to niezniszczalny gatunek.


A tu już obraz zniszczenia po koszeniu. Trawy są na tyle wysokie i grube, że muszę dzielić koszenie na dwa etapy - pierwszy to taki, by usunąć najwięcej jak się da, drugi - po uprzątnięciu pierwszego pokosu - to docinanie i równanie.  I tak kosą to nie jest precyzja kosiarki, a poza tym na łące jest poza trawą mnóstwo roślin o naprawdę grubych łodygach, jak np ostrożenie, co znacznie utrudnia wyrównanie łąki.Ale staram się patrzeć na to inaczej. Łąka to łąka i w tym jej urok.





Już nieco lepiej, ale za dwa tygodnie jeszcze to nieco wyrównam. Powoli nabieram też wprawy w operowaniu kosą tak, by prowadzić ją pewnie i na właściwej wysokości.


Po ścięciu traw widać pęcherznice wyhodowane z własnych sadzonek i rokitniki zabrane z Młocin. Rokitnik tutaj może rosnąć, z Młocin powoli będę go usuwać, bo odrosty korzeniowe na tak małej powierzchni jak tam to jest plaga.Rokitniki można sadzić tylko w wielkich ogrodach, gdzie ich odrosty nie zniszczą np trawnika, nie zagłuszą innych roślin. To naprawdę jest ekspansywna roślina.

Jest też piękna urodą śródziemnomorską, przypomina oliwniki, a ich szarawe liście i kolczaste gałęzie zdobią - jak ktoś lubi takie rośliny - cały rok.  


I jeszcze wielkie derenie na skarpie. Niestety zdjęcie pod słońce, bo już powoli zaczynał się kończyć ten najdłuższy dzień w roku. Słońce zachodzi, a ja wracam. Za dwa tygodnie ciąg dalszy.


środa, 8 czerwca 2016

Pierwsze koszenie 2016

Stało się! Kawałek łąki skoszony.

Chociaż żal, nie ma wyboru, kosić trzeba. No to skosiłam. Nie wszystko oczywiście, bo po pierwsze miałam inny plan, a po drugie skoszenie i uprzątnięcie 1200 mkw to nie jest praca dla starszej pani na jeden upalny dzień ;-) Chyba - jak sądzę - raczej na 4 dni. 

Ale oto efekt końcowy z dzisiaj.


Zanim jednak było tak, było nieco gorzej ;-) Tutaj już po koszeniu, przed grabieniem.



Trochę zgrabione 




Po usunięciu ściętej trawy trzeba było kosić jeszcze raz, bo zostało sporo miejsc, gdzie nawet trójząb nie dawał rady. Kilka razy kosa została zablokowana przez nawinięte na ostrze trzciny. Te okazały się najtrudniejsze do ścinania. Generalnie koszenie taką kosą - bez reklamy ;-) - to żadna sprawa. Gorzej z uprzątnięciem pokosu.


Do tego kupiłam sobie super szelki. Kosa wisi na biodrach a jej ciężar jest kompletnie nieodczuwalny. W porównaniu do zwykłego pasa przez ramię to po prostu ..... no nie ma porównania. Poza tym opanowałam już całkowicie obsługę kosy - smarowanie, mieszanki, montowanie ostrza, uruchamianie - już mnie to nie stresuje, ale początki były trudne ;-)  Teraz uwielbiam kosić !

A i podjazd wykosiłam. 



 Jeszcze sporo traw przede mną ;-)


Staw poza moczarką, której znowu wybrałam kilogramy raczej czysty,


A w domu, u portierów czekała paczka z nowymi roślinami. Znowu błyskawiczna dostawa cudnych roślin z Rzeszowa od Pana Szeli. Co za rośliny! Tu już podlane czekają na tarasie. A na tarasie busz ;-)







wtorek, 7 lipca 2015

Jest kosa

W dniu dzisiejszym stałam się niezwykle szczęśliwą posiadaczką kosy spalinowej marki Stihl!

Oto moja kosa



Na razie - jak widać - robi za mebel w salonie, ale nie potrafiłam zostawić jej na noc w samochodzie ;-) Wprawdzie kosa to kosa, ale sporo to trwało, zanim mogłam ją wreszcie mieć. Do tego wybór tego sprzętu wcale nie jest łatwy, bo po prostu jest ogromny. Wybór właśnie. Spora rozpiętość cen, o parametrach nie wspominając. Długo czytałam opinie właścicieli rozmaitych kos, opisy samych kos, rekomendacje rozmaitych serwisów ogrodniczych i ostatecznie uznałam, że jeśli mam kosić, a nie biegać po serwisach i reklamacjach STIHL to jest to czego potrzeba.

Potem znalazłam dealera - od marki oczywiście - i trafiłam na boskie miejsce. Autoryzowany sprzedawca sprzętu STIHL na Potockiej 1 w stolicy. Bulba serwis. Spędziłam tam dzisiaj trochę czasu, bo firma nie tylko sprzedaje, ale też przygotowuje sprzęt do pracy, demonstruje jak działa sprzęt, wreszcie szkoli, jak trafi na takiego zielonego klienta jak ja.

Wyszłam nie tylko z kosą, ale też z wiedzą i przekonaniem, że mam doskonały sprzęt, a jak pojawi się jakikolwiek problem, daleko nie mam. Za 5 minut jestem na Potockiej 1.      

Polecam kupowanie markowego sprzętu, bo może cena jest wyższa, ale za to nie jest to chiński plastik, który rozpadnie sie po jednym koszeniu. Poza tym jako ogrodnik o bardzo ekologicznym nastawieniu, uważam, że kupowanie tego masowego, taniego sprzętu, produkowanego za grosze z okrutnym wykorzystywaniem najtańszej siły roboczej jest po prostu nieetyczne.

Kosimy z synem w następny weekend, bo w ten jeszcze pracuję!