czwartek, 22 maja 2014

Pierwszy etap prac zakończony

Intensywne niezwykle trzy dni, ale płot jest, a i jaki taki porządek wokół także. Dzisiaj głównie kończenie ogrodzenia od strony strumienia, formowanie - ale bardzo wstępne - ścieżki przez działkę, porządkowanie terenu i sortowanie pozostałego drewna. Na co to ono jeszcze się nie przyda ;-)

A dzień zaczął się od spotkania z takim sąsiadem



Chodził sobie po łące i w ogóle nie zwracał na mnie uwagi.


A oto płot z boku i nowa ścieżka. Jak widać płot z boków ma tylko trzy deski, ale taki z czterech zbyt by mnie odgrodził od otoczenia. Ścieżka w trakcie powstawania, jeszcze piasek i żwir dojdzie, ale chodzić już bardzo wygodnie.


A tu płotek od strony strumyka, od tyłu, z furtką i zejściem do wody. Bardzo mi się marzył taki płotek z oflisu, to sobie zrobiłam. Deski przybijałam już sama. Panowie zrobili całą konstrukcję, a deseczki to już ja!











Brama z bali czeka nadal na dokończenie. Pan z dźwigiem nie ma czasu, a nałożenie tej poprzecznej kłody wymaga dźwigu niestety. Jak widać klamry dla górnej belki już są, teraz tylko wystarczy położyć tam pień sosny. No i wypadało by nalepkę ze sklepu odkleić ;-) Nie zdążyłam, teraz chyba poczekam na deszcz, to zmyje.


środa, 21 maja 2014

Płotu ciąg dalszy...


Nie wiem czy człowiek może być bardziej szczęśliwy niż ja teraz. 
Tworzę nowa rzeczywistość, wiem, na małą skalę, ale przecież ryję w krajobrazie nowe oblicze tego miejsca i w dodatku mam wrażenie, że przyroda i okoliczności mi sprzyjają. Jakoś wszystko zazębia się i w czasie  i w naturze niezwykle po mojej myśli, nawet wczorajsze braki tartakowe dojechały, zanim nawet ja dotarłam do Borkowa.

Tu należą się wielkie pochwały dla Tartaku w Człekówce, co za maszyny, jaka poezja cięcia drewna, stałam zafascynowana obrazem tego, co dzieje się z wielkim sosnowym pniem, kiedy trafi w zęby tych niesamowitych maszyn... 

Niezwykłe wrażenie, może nieco prusowskie, magia zębatych kół, siła maszyn...

No ale wracając do naszego płota. Przyjeżdżam, jest drewno nawet razem z pasztetem  ;-))))



Po pierwsze to pakiecik oszastów, zwanych też oflisem - uwielbiam ten materiał do tworzenia klimatu w ogrodzie - ale są też sosnowe pnie w stanie, jakim je natura stworzyła. Po co  mi one wyjaśnię niebawem.

Ale zanim dojdziemy do tych sosnowych bali czas mija na ciężkiej pracy w upalnym, wściekle piekącym słońcu. Jestem brązowa jak Indianka, jutro poproszę pracowników o dokumentację.

Doły zrobione, kolejne słupki gotowe do umocnienia.


Słupki sobie leżą, ale że są wkopywane w teren bagnisty, dostały taki czarny malunek. To niestety chemia, to Abizol, środek stosowany do papy. Natomiast jako archeolog z zawodu wiem, że drewno zagłębione w wodzie, ale bez dostępu tlenu konserwuje się na stulecia.

Jakoś wierzę, że mój płot mnie przetrwa ;-))))
  

A tu SZEF Firmy, Pan Mateusz Lipnicki, firma Fart-met. Solidność, najwyższe kompetencje, innowacyjność, niezwykła odporność na zachcianki klienta, a ja co minutę mam nowe pomysły. Zero problemu i to nie dlatego, że płacę fortunę. Niezwykle rzetelne ceny. Ja jestem zachwycona pod każdym względem. A zatem kolejna firma do polecenia, bo solidnie, a nie za bajońskie sumy. Na wszelki wypadek dodam - nie mam zniżki za reklamę, a to co piszę, to piszę, bo po prostu rejestruję przebieg powstawania tego miejsca.

 
Słupki stoją, a ja obrabiam brzegi stawu. Tu tworzę piaszczyste zejście do stawu w towarzystwie Leili, suczki która przyjechała z wizytą. W tle cała ekipa.


Ważny moment - otwieramy bramę po raz pierwszy. Pan Mateusz ze swoim wspaniałym współpracownikiem Panem Waldemarem ze skupieniem obrabia krawędzie.



Płot powstaje dalej, nie bez udziału kolejnego członka ekipy, który ze względu na swoje siłowe predyspozycje dostaje najtrudniejsze prace



Właśnie powstaje miejsce, gdzie staną moje sosnowe wrota. Tak to sobie wymyśliłam, a czy sama  uznam to za trafione, będę wiedziała za chwilę....


Aż przestałam patrzeć w tym momencie, bo łatwo nie było




Walczymy, mierzymy, podnosimy, oj jest ciężko, a ja gryzę aparat...
No ale stoi i zaraz będzie cięcie.


Tnie sam Mistrz, potem nadzoruje, by było równo. I jest ;-)





Brama jeszcze NIEGOTOWA,  nie ma górnego elementu, ale to już wkrótce, jak i kolejne wydarzenia w Borkowie.

wtorek, 20 maja 2014

Płotu budowa

Zgodnie z planem 20 maja to dzień początku powstawania płotu. 

Piszę płotu, bo ogrodzenie, jakie postanowiłam postawić wokół mojej Borkowej działki to typowy płot farmerski - albo wzór z Bukowiny, albo z Teksasu, ale w jakiejkolwiek by nie był wersji, dla mnie to prosty wiejski płot pastwiskowy, a ja chcę mieć to miejsce bardzo wiejskie.

Wczesnym rankiem jestem na miejscu by na spokojnie ocenić, co od czwartku, kiedy byłam tu ostatni raz po kopaniu stawu mogło się wydarzyć. Nie ukrywam, że na ostatnich metrach przed działką, miałam serce w gardle.

Niepotrzebnie! Oto jaki widok zastałam


Staw wypełniony wodą, powstawały niektóre przygniecione roślinki, brzegi stabilne i nienaruszone. Tylko sadzić teraz, sadzić i sadzić... 

No ale to program na następne tygodnie, dzisiaj czekam na kolejną ekipę fachowców, tym razem od stawiania ogrodzeń. I oto są, trafili, są na czas. Dobry początek dnia. Od razu ostro biorą się do pracy.



Pan Mateusz Lipnicki z firmy Fart-met precyzyjnie wymierza przebieg mojego płotu. On sam i jego dwóch pracowników przywieźli ze sobą cudowną towarzyszkę



Sunia, krzyżówka Labradora i przydrożnej panny psicy, jak to mieszaniec, wykazuje się mądrością niezwykłą, a dla mnie stęsknionej kontaktu z psią istotą, to po prostu niezwykły bonus od niebios.

Przygotowania do stawiania płotu trwają, a ja wypatruję dostawy drewna z tartaku. Tartak też cudny, to i drewno, wprawdzie powoli, ale jedzie. 



Rozładunek, ocena drewna ... I PEŁNIA SZCZĘŚCIA. Dechy śliczne, słupki też, wprawdzie brak części zamówienia, ale z tym chyba damy sobie radę.



  
Niebawem pierwszy słupek stoi, potem rząd słupków, potem pierwszy segment stoją...



A tu szczęśliwi wykonawcy. Pan Mateusz przy 'swoim' płocie!



Dzisiaj w planie montaż całej frontowej ściany, włącznie z bramą. Trwa właśnie przycinanie elementów bramy

I oto brama w całej okazałości, tylko jeszcze bez zamocowań. Niestety kupiłam złe śruby, wracam do stolicy po właściwe. Wracam także po to, by moje absolutnie czarne od bagiennej ziemi nogi doprowadzić do porządku. Po ostatnich deszczach moje łąki w wielu miejscach stają się niestety bagnem. 



Odjeżdżam późnym wieczorem, ekipa zostaje na miejscu, a ja ruszam na zakupy po nowe śruby, podkładki, etc....

Jestem zmęczona, ale czuję radość, bo oto kolejny etap powoli się realizuje....

Jutro ciąg dalszy, jutro nowe ujęcia płotu i bramy, dla mnie to czysta radość, ale też wiem, że może to być trudno zrozumieć...