środa, 21 maja 2014

Płotu ciąg dalszy...


Nie wiem czy człowiek może być bardziej szczęśliwy niż ja teraz. 
Tworzę nowa rzeczywistość, wiem, na małą skalę, ale przecież ryję w krajobrazie nowe oblicze tego miejsca i w dodatku mam wrażenie, że przyroda i okoliczności mi sprzyjają. Jakoś wszystko zazębia się i w czasie  i w naturze niezwykle po mojej myśli, nawet wczorajsze braki tartakowe dojechały, zanim nawet ja dotarłam do Borkowa.

Tu należą się wielkie pochwały dla Tartaku w Człekówce, co za maszyny, jaka poezja cięcia drewna, stałam zafascynowana obrazem tego, co dzieje się z wielkim sosnowym pniem, kiedy trafi w zęby tych niesamowitych maszyn... 

Niezwykłe wrażenie, może nieco prusowskie, magia zębatych kół, siła maszyn...

No ale wracając do naszego płota. Przyjeżdżam, jest drewno nawet razem z pasztetem  ;-))))



Po pierwsze to pakiecik oszastów, zwanych też oflisem - uwielbiam ten materiał do tworzenia klimatu w ogrodzie - ale są też sosnowe pnie w stanie, jakim je natura stworzyła. Po co  mi one wyjaśnię niebawem.

Ale zanim dojdziemy do tych sosnowych bali czas mija na ciężkiej pracy w upalnym, wściekle piekącym słońcu. Jestem brązowa jak Indianka, jutro poproszę pracowników o dokumentację.

Doły zrobione, kolejne słupki gotowe do umocnienia.


Słupki sobie leżą, ale że są wkopywane w teren bagnisty, dostały taki czarny malunek. To niestety chemia, to Abizol, środek stosowany do papy. Natomiast jako archeolog z zawodu wiem, że drewno zagłębione w wodzie, ale bez dostępu tlenu konserwuje się na stulecia.

Jakoś wierzę, że mój płot mnie przetrwa ;-))))
  

A tu SZEF Firmy, Pan Mateusz Lipnicki, firma Fart-met. Solidność, najwyższe kompetencje, innowacyjność, niezwykła odporność na zachcianki klienta, a ja co minutę mam nowe pomysły. Zero problemu i to nie dlatego, że płacę fortunę. Niezwykle rzetelne ceny. Ja jestem zachwycona pod każdym względem. A zatem kolejna firma do polecenia, bo solidnie, a nie za bajońskie sumy. Na wszelki wypadek dodam - nie mam zniżki za reklamę, a to co piszę, to piszę, bo po prostu rejestruję przebieg powstawania tego miejsca.

 
Słupki stoją, a ja obrabiam brzegi stawu. Tu tworzę piaszczyste zejście do stawu w towarzystwie Leili, suczki która przyjechała z wizytą. W tle cała ekipa.


Ważny moment - otwieramy bramę po raz pierwszy. Pan Mateusz ze swoim wspaniałym współpracownikiem Panem Waldemarem ze skupieniem obrabia krawędzie.



Płot powstaje dalej, nie bez udziału kolejnego członka ekipy, który ze względu na swoje siłowe predyspozycje dostaje najtrudniejsze prace



Właśnie powstaje miejsce, gdzie staną moje sosnowe wrota. Tak to sobie wymyśliłam, a czy sama  uznam to za trafione, będę wiedziała za chwilę....


Aż przestałam patrzeć w tym momencie, bo łatwo nie było




Walczymy, mierzymy, podnosimy, oj jest ciężko, a ja gryzę aparat...
No ale stoi i zaraz będzie cięcie.


Tnie sam Mistrz, potem nadzoruje, by było równo. I jest ;-)





Brama jeszcze NIEGOTOWA,  nie ma górnego elementu, ale to już wkrótce, jak i kolejne wydarzenia w Borkowie.

wtorek, 20 maja 2014

Płotu budowa

Zgodnie z planem 20 maja to dzień początku powstawania płotu. 

Piszę płotu, bo ogrodzenie, jakie postanowiłam postawić wokół mojej Borkowej działki to typowy płot farmerski - albo wzór z Bukowiny, albo z Teksasu, ale w jakiejkolwiek by nie był wersji, dla mnie to prosty wiejski płot pastwiskowy, a ja chcę mieć to miejsce bardzo wiejskie.

Wczesnym rankiem jestem na miejscu by na spokojnie ocenić, co od czwartku, kiedy byłam tu ostatni raz po kopaniu stawu mogło się wydarzyć. Nie ukrywam, że na ostatnich metrach przed działką, miałam serce w gardle.

Niepotrzebnie! Oto jaki widok zastałam


Staw wypełniony wodą, powstawały niektóre przygniecione roślinki, brzegi stabilne i nienaruszone. Tylko sadzić teraz, sadzić i sadzić... 

No ale to program na następne tygodnie, dzisiaj czekam na kolejną ekipę fachowców, tym razem od stawiania ogrodzeń. I oto są, trafili, są na czas. Dobry początek dnia. Od razu ostro biorą się do pracy.



Pan Mateusz Lipnicki z firmy Fart-met precyzyjnie wymierza przebieg mojego płotu. On sam i jego dwóch pracowników przywieźli ze sobą cudowną towarzyszkę



Sunia, krzyżówka Labradora i przydrożnej panny psicy, jak to mieszaniec, wykazuje się mądrością niezwykłą, a dla mnie stęsknionej kontaktu z psią istotą, to po prostu niezwykły bonus od niebios.

Przygotowania do stawiania płotu trwają, a ja wypatruję dostawy drewna z tartaku. Tartak też cudny, to i drewno, wprawdzie powoli, ale jedzie. 



Rozładunek, ocena drewna ... I PEŁNIA SZCZĘŚCIA. Dechy śliczne, słupki też, wprawdzie brak części zamówienia, ale z tym chyba damy sobie radę.



  
Niebawem pierwszy słupek stoi, potem rząd słupków, potem pierwszy segment stoją...



A tu szczęśliwi wykonawcy. Pan Mateusz przy 'swoim' płocie!



Dzisiaj w planie montaż całej frontowej ściany, włącznie z bramą. Trwa właśnie przycinanie elementów bramy

I oto brama w całej okazałości, tylko jeszcze bez zamocowań. Niestety kupiłam złe śruby, wracam do stolicy po właściwe. Wracam także po to, by moje absolutnie czarne od bagiennej ziemi nogi doprowadzić do porządku. Po ostatnich deszczach moje łąki w wielu miejscach stają się niestety bagnem. 



Odjeżdżam późnym wieczorem, ekipa zostaje na miejscu, a ja ruszam na zakupy po nowe śruby, podkładki, etc....

Jestem zmęczona, ale czuję radość, bo oto kolejny etap powoli się realizuje....

Jutro ciąg dalszy, jutro nowe ujęcia płotu i bramy, dla mnie to czysta radość, ale też wiem, że może to być trudno zrozumieć... 

czwartek, 15 maja 2014

Mam staw!

Bardzo emocjonujący dzień!

Obudziłam się już o 5 rano w oczekiwaniu na to, jednak nowe w moim życiu doświadczenie. Stawu jeszcze nie kopałam. 

Telefon od wykonawcy, jedziemy razem po kamień na podjazd, potem pilotuję zestaw samochodowy w składzie - wywrotka z naczepą + 5 ton żwiru, przyczepa z koparką - do mnie, do Borkowa. Jedzie się fajnie, tyle wolno, ale najgorzej jest na lokalnych mostkach z dopuszczalną ładownością 15 ton.  A innej drogi nie ma.
Nasz 'zestaw' to lekko dwa razy tyle. Na każdym mostku zamykam oczy i czekam.... nie ma huku i łoskotu  jedziemy dalej.

Udało się! Dojechaliśmy!



Po krótkich rozmowach, obejrzeniu moich szkiców i zdjęć Pan Damian, mój wykonawca, wie już wszystko i zabiera się ostro do pracy. Jak miałam się okazję przekonać już wkrótce, wcale nie udawał! Rzeczywiście wiedział dokładnie i wykonywał mój plan z zegarmistrzowską precyzją. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Pierwsza 'łycha' wbita w moją cudną łąkę



Serce boli, ale nie da się zjeść jajka bez rozbicia skorupki, oby tylko skala demolki nie była zbyt wielka? Jest 10.30, przed nami bardzo długi dzień...

Po około godzinie wiem, że mam do czynienia z wirtuozem koparki. Pan Damian porusza tym kolosalnym sprzętem z precyzją neurochirurga , do tego pracuje w gruncie bardzo trudnym, mocno podmokłym, co chwilę musi wyciągać koparkę na 'łychach', czasem wygląda to dramatycznie, ale efekt pierwszych prac zachwyca.

Pierwszy stopień powoli zaczyna wyglądać obiecująco.

Ogromna w tym zasługa pomocnika, który ręcznie 'kancikuje' brzegi stawu.


Pierwszy stopień wykonany, zaczyna się pojawiać woda.


Ostrzegam, to nie jest piękny widok. Pięknie to będzie za rok jak dobrze pójdzie. Jako tako będzie pod koniec lata, kiedy to wszystko zarośnie. Ale uważam, że jak ma się wizję tego co chce się osiągnąć, wtedy łatwiej.

A oto Pan Damian, artysta koparkowy!

Jak już pisałam porusza tym ciężkim sprzętem na bagiennym gruncie z wielką łatwością. I oto trzy stopnie wyrzeźbione w glebie


Mój wodny amfiteatr! Piękny widok, chociaż przecież brzydki, ale wiem, że idziemy we właściwą stronę.

Pan Damian raz jeszcze. W skupieniu działa, a ja z czystym sumieniem polecam firmę do WSZELKICH prac budowlanych, a i ogrodowych, bo ma fachowiec wyczucie, jak delikatnie poruszać się w trudnej materii.


Oto widok na koniec dnia. 


Usypany wał, wybrane stopnie, których już nie widać pod wodą. Woda idzie w górę z każdą minutą, dowozić wody raczej nie będę, a i moje łąki co nieco odsączę. Jakby w podziękowaniu za ten nowy zbiornik pojawia się śliczna pstrokata żaba. Nie mam akurat w ręku aparatu, a żaba szybko znika w odmętach. Znaczy chyba jest dobrze !

Ale to nie koniec naszych prac. 

Pan Damian korytuje podjazd i sypie tam żwir.


Krawędzie do dopracowania, przedogródek do zaplanowania, ale praca wykonana wspaniale.


Wzdłuż linii sznura będzie ogrodzenie, a tu na tej tłustej ziemi będą roślinki.

Kiedy odjeżdżam staw jest niemal w 3/4 pełen wody. 


Wiem, wiem, czeka mnie KOLOSALNA praca, by z bajora zrobić piękny staw, ale to właśnie jest to, co w życiu lubię najbardziej. 

Nieco żal odjeżdżać, jutro praca na Młocinach, weekend w PJWSTK,  a we wtorek grodzimy!

wtorek, 13 maja 2014

Kwietna łąka

Dzisiaj ostatnie zdjęcia zanim zacznie się demolka. Spotkania z wykonawcami, kolejna wizyta w tartaku, by jeszcze wybrać trochę drewna, a potem chwile refleksji wśród ciszy i zieleni. Od czasu mojej ostatniej wizyty w Borkowie minął ponad miesiąc i od marca wszystko zarosło gęsto i bogato.
Co za trawy, kwiaty, mnóstwo roślin, których kompletnie nie znam, a takie są piękne.  
Duża część tej łąki zostanie na zawsze. Nie zamierzam zastępować jej trawnikiem w stylu miejskich ogrodów. Szkoda by było takiej urody.


Wyznaczone sznurem miejsce pod stawik czeka na koparkę. Az mi żal, że trochę te łąkowe rośliny ucierpią, ale nie ma innej metody. Staw też będzie tu pasował.

 










piątek, 9 maja 2014

Front robót rusza!

Minęło 30 dni, mogę legalnie kopać staw! Koparka umówiona na 14 maja.

Dalsze prace też rozplanowane, ogrodzenie stawiamy od 20 maja, w międzyczasie utwardzenie podłoża przy wjeździe, żwir zamówiony, tartak potwierdził dostawę drewna, czyli tak jak planowałam do końca maja będzie trochę zmian w Borkowie.

Pusta łąka zacznie wyglądać jak działka, a ja bez towarzystwa ryjących dzików będę mogła sadzić pierwsze rośliny.

Będzie mnóstwo zdjęć i pełna dokumentacja każdej zmiany. Już się nie mogę doczekać, by wreszcie działać. 

Wczoraj walcząc z chwastami na Młocińskiej działce zastanawiałam się dlaczego mi się chce stale tak ciężko pracować i odpowiedź jest jedna - robię to dla własnej przyjemności, ale też ogromną satysfakcję sprawia mi tworzenie czegoś od zera, tak jak stworzyłam ogród pod stara gruszą w miejsce wysypiska śmieci. 

14 maja będą pierwsze zdjęcia stawu!