środa, 15 kwietnia 2015

Jutro wielki dzień!

Jutro robimy ścieżki żwirowe, więc dzisiaj porządki i przygotowanie terenu do prac.


Ostatni dzień drewnianej ścieżki, jutro zastąpi ją żwir, a że próbka jest tak piękna, zastanawiam się, czy będę kłaść drewno na ten żwir. Zdecyduję, jak już będzie żwirowa ścieżka, wtedy zobaczę.


Palenie drewnianych odpadków


A w przerwie oglądam co mi na łące rośnie.




Przycięłam derenie, chociaż żal mi było strasznie, bo niektóre pędy miały ze 2 metry, ale wiem, że to dla ich dobra i urody. Ucięte gałązki powsadzałam oczywiście do ziemi, bo z tego co piszą fachowcy ukorzeniają się bardzo łatwo. Zobaczymy.


A Tawułki się złocą i przez te 7 dni chyba sporo urosły ;-) , ale na pewno mają więcej listków.

Jutro zaczynam dzień o 6 rano. Trzeba być wcześnie w Borkowie.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Skarpa - jej nowe wcielenie

Co za dzień!

Od rana czekałam, czy zamówione do Borkowa rośliny dotrą na dzisiaj, czy będą dopiero jutro. Zamówiłam je w poniedziałek, szkółki Konieczko to sama solidność więc raczej miałam nadzieje na dzisiejszą dostawę. 

I udało się!

Po 10.00 odezwał się kurier, potem szybka akcja by rośliny trafiły od razu do samochodu i pojechaliśmy sadzić. Ja i rośliny, tzn. Tawuły van Houtte'a Golden Fountain oraz Dereń biały Ellegantissima. Okazało się, że dodatkowo w pudle wielkim jak szafa była też gratisowa Forsycja. 

Na miejscu orka na ugorze, bo zaplanowałam te rośliny na moją skarpę nad stawem, a do tego wymarzyłam sobie drewniane schody na tę jednak dość strome wzniesienie. Poza tym te schody zakończone ławeczką to też forma nadania tej skarpie ciekawszego formatu. Czy się uda? Na razie zdjęcia z formowania tego układu, czyli rycie w zielsku.

Pierwsze elementy układanki. Jako że to orka na ugorze, ładnie nie jest ;-)



Po kilku godzinach są schody. Stabilne jak opoka, tylko wyglądu jeszcze nie mają ;-)


A po kolejnych godzinach schody obsadzone tawułą. Tawułki mikroskopijne, ledwie je widać, ale kiedyś będzie tu złoty dywan. To odmiana okrywowa o złotych listkach. Poczekam :-)



I widok na moje schody z różnych stron.




 A tu jedna z moich inspiracji. Tylko u mnie roślin brak ;-) To jednak kwestia czasu.


Poza tym bez zmian, staw zarasta, co póki co mnie tylko cieszy, ale wiem, że za dwa lata będę walczyć z urodzajem traw, pałek i innych wodnych cudów.


Przesadzony z Młocin krzew Rokitnika ślicznie się przyjął i powoli zielenieje. W tle schody po drugiej stronie stawu.



I schody raz jeszcze z widocznymi dereniami w tle.

Trudno uznać ten widok za zachwycający, no chyba że jest się autorem i wykonawca pomysłu ;-) 

Ja wiem, że kiedyś ta skarpa będzie zachwycająca, jest tylko pytanie kiedy, bo z tego co widzę liczba roślin, jaka jest mi potrzebna, by ją 'urządzić' to jednak wymaga czasu - bo czas to pieniądz, tylko tutaj akurat inaczej ;-)


piątek, 3 kwietnia 2015

Mostek


Będzie mostek! O taki:


To zdjęcie producenta i u mnie okolice mostka będą zdecydowanie inne. Mostek będzie w ciągu ścieżki, tak jak ona biegnie teraz, tylko w związku z zaplanowanym przekopaniem rowów melioracyjnych, czy tzw. suchych strumieni kawałek ścieżki muszę zastąpić mostkiem. O tutaj:


Mostek zamówiony, robią go około 3 tygodni, a zatem pod koniec kwietnia, kiedy ścieżki żwirowo-drewniane i suche strumienie będą już uformowane, przyjedzie mostek. 
To będzie pierwszy element mojej ogrodowej architektury w Borkowie, no nie licząc płotu. Szukałam możliwie najprostszego, żeby pasował do otoczenia. 

Dodam jedynie, że kolor będzie miał naturalny, nie palisandrowy ;-)


czwartek, 19 marca 2015

Staw wiosną

Przygotowanie stawu po zimie do wiosny i lata to - już teraz to wiem - dość spore zadanie. Nie jest skomplikowane ani trudne, a jedynie tylko wymaga sporo godzin ciężkiej pracy. Tak wyglądały brzegi stawu pod koniec grudnia ubiegłego roku. Te fontanny suchych traw celowo zostawione dla dekoracji, teraz przecież musiały zniknąć.


Po wielu godzinach pracy ten sam brzeg wyglądał dzisiaj tak


Trawy wystrzyżone nożycami, pousuwane nadgniłe moczące się w wodzie wiechcie, wybrany muł nadbrzeżny, wygrabione brzegi.


Jeszcze to pięknie nie wygląda, ale wszystko gotowe do wiosennego rozrostu i za parę tygodni te wszystkie trawy, pałki, lilie, sity i co tam jeszcze narosło pokaże swoją urodę. To jest ta wielka różnica pomiędzy ogrodem na Młocinach, a tutaj. W Borkowie rządzi natura jedynie z nadal trudem kontrolowana jako tako przeze mnie. Na Młocinach wszystko wyszło spod moich rąk. Ale właśnie to jest wyzwanie, które tutaj, w Borkowie daję mi coraz większą satysfakcję. W dodatku - zastanawiałam się nad tym dzisiaj pracując nad stawem - nie mam najmniejszego problemu z tym, jak sobie radzić z tym żywiołem. Jedynie robię to stopniowo i dopiero po paru latach będzie widoczny - mam nadzieję - ;-) spektakularny efekt.


A za każdym razem, kiedy podnoszę głowę znad obrabianej ziemi te widoki rekompensują mi cały ten mozolny trud, by stworzyć w Borkowie mój wymarzony wiejski ogród. Gdybym była bogata ;-) - if I were a rich woman - pewnie wszystko zrobiłabym w jeden rok. Tylko czy satysfakcja z tego byłaby taka sama? Wątpię. Bo teraz, to bardziej dzieło moich rąk, a nie mojej kasy.
 



Brama jeszcze otwarta, ale słońce już nisko na zachodzie rzuca cudne światło na dziki brzeziniak nad rzeczką. Czas wracać, robi się bardzo zimno, idzie mroźna noc, ale nie mam o co się bać, rośliny nad stawem to sama natura...



Za tydzień mnie tu nie będzie. Dopiero po świętach wracam z jałowcami na skarpę. Zamiast spotkania z Panem Koparkowym tylko telefoniczne uzgodnienia. Czekam na wycenę usługi, ale w kwietniu nieodwołalnie kopiemy.

wtorek, 10 marca 2015

Borków, Borków, Borków !!!

Po dwóch miesiącach przerwy, a i po ostatnich wizytach tylko na krótko, dzisiejszy wielogodzinny pobyt i ciężka praca na mojej ziemi to była niezwykle przyjemna odmiana.

Wielką przyjemność sprawia mi też fakt, że nic z mojej pracy z ubiegłego roku nie poszło na marne. Podjazd nadal bez zmian, chociaż wymagał dzisiaj nieco pracy pod kątem usuwania traw wrastających z obrzeża. Na to nie ma rady, kłącza idą pod ziemią, trzeba je regularnie usuwać. Wystrzygłam tez trawy pod płotem, teraz czekam na nowe, wspaniałe piuropusze. Ta miejscowa trawa ma tyle odmian, że zostawiam niektóre do ozdoby, jedynie strzygę je tak samo jak trawy ozdobne.



Staw jeszcze zimny i śpi, poziom wody dość wysoki, ale wiele roślin wodnych już wystawia pierwsze wąsy



I to co cieszy chyba najbardziej! Wszystkie posadzone drzewa w pąkach, żywe i mają zamiar rosnąć!






Stara dobra ścieżka już niebawem nieco się się zmieni. To była wersja tymczasowa, a u mnie tymczasowość jest tymczasowa. W kwietniu korytowanie ścieżek, potem kamień i drewno. Mam zamiar wykorzystać te same deski pięknie spatynowane przez wodę, jedynie w nowej wersji będą osadzone w kamieniu.



Wiem, że dam radę. Mam precyzyjny plan co do dalszego obrobienia tych 1200 metrów. W tym roku jedynie nowe przekopy odprowadzające wodę do stawu i ze stawu, wykonanie ścieżek, obsadzenie skarpy i ewentualnie, ale to będzie zależało od finansów postawienie domku narzędziowego.

Oczywiście nadal obsadzanie i porządkowanie stawu, jak i utrzymanie pod kontrolą wszystkich dotychczasowych nasadzeń. To jest plan wykonalny, a jeśli uda mi się wyjść poza niego, to już uznam za sukces ;-)

I jeszcze krótka obserwacja na temat dojazdu do Borkowa. Dotąd w godzinach kiedy jeździłam, czyli 11.00 rano wyjazd, 17.00 powrót, przemieszczałam się bezkolizyjnie, czyli bez korków. Niestety po spaleniu mostu już tak dobrze nie jest. Rano, już na wysokości Pana Sowy zaczął się korek przed Siekierkowskim, a powrót to już była maskara. 30 minut plus, niestety.

czwartek, 12 lutego 2015

Traktory na drodze

Traktory zablokowały mi drogę. By dojechać do Borkowa, muszę jechać przez Zakręt, bo moja wioska pod Kołbielą, czyli właśnie kierunek Lublin. Mój dojazd tam nie jest jakoś specjalnie kluczowy właśnie teraz, mogę pojechać i za tydzień, lub dwa ale to nie o to chodzi. 

Nie widzę powodu dlaczego grupa niedoinformowanych ludzi daje się wmanewrować kolejnemu, zachłannemu na władzę oszołomowi, traci czas swój i innych, podczas gdy rozwiązanie problemu wcale nie jest proste i żadna blokada nie spowoduje, że raptem będzie więcej pieniędzy na świninę, albo spożycie mleka nam cudem wzrośnie. Mamy wolny rynek - na szczęście - może czas zjeść te trzy świnki z własnej zagrody i pomyśleć o bardziej opłacalnej produkcji. Szczególnie jak się ma traktor za pół miliona ...

No to nie wiem co w Borkowie, sąsiad umilkł, mam nadzieję, że dziki go nie zjadły.

wtorek, 13 stycznia 2015

Borków w styczniu 2015

Od razu zaznaczę, że o tej porze roku moja działka wiejska to głównie pole do planowania intensywnych robót i to na długie lata. 

Poza tym, że miejsce jest cudne, to stworzenie tu czegokolwiek podobnego do ogrodu będzie wymagało lat niewolniczej pracy. Nie narzekam, ani nie popadam w desperację, jedynie na zimno rejestruję stan działki w kolejnym miesiącu roku, i już w marcu będę miała pełny obraz tego, co w Borkowie przez 12 miesięcy może mnie spotkać. 

5 marca będzie rok od dnia, kiedy kupiłam to miejsce.

Teraz już wiem na pewno - co zresztą wiedziałam od początku - że najwięcej pracy będzie mnie kosztowało opanowanie wód gruntowych. Wykopanie stawu to pierwszy etap i dzięki temu niemal ponad połowa działki jest wolna od zalewania. Teraz muszę stworzyć dodatkowy system mniejszych zbiorników i zagłębień, gdzie woda zalewowa będzie rozchodzić się bez docierania do miejsc, gdzie wody nie mam ochoty mieć. Planuję stworzenie kamienistych odnóg stawu, które podczas suszy będą takimi suchymi korytami, wypełnionymi kamieniami, a w czasie zwiększonego poziomu wody, będą strumykami.

Obecnie rozlewisko wygląda tak i to jest ta strona, gdzie muszę stworzyć odpływ. Brzozy stoją w wodzie i to nie jest dobrze niestety, chociaż odmiana brodawkowatej daje radę w każdych warunkach. Zobaczymy na wiosnę.


Od tej strony jest bez problemu, ale to dlatego że plaża jest znacznie podwyższona w stosunku do terenu.
 


Tu konieczny jest odpływ ku rzece. Sporo kopania ;-)  Ale też okazja by na trasie ścieżki powstał mostek nad kamiennym korytem, raz suchym, raz zalewanym. A mostek to zawsze piękny element ogrodu.


Poza tym brama w porządku po ostatniej wichurze, a że pogoda zrobiła się niemal wiosenna, słońce grzało, było cieplutko, to pochodziłam po korytowiskach dzików i zbierałam kamienie. Uzbierałam 5 sporych wiader cudnych polnych kamieni, a wiadomo - polny kamień w wiejskim ogrodzie to bezcenny materiał.

Zanim znajdą docelowe miejsce usypałam je pod drzewkami


Trawa zieloniutka, dęby rosną


Pogadałam z sąsiadem, porobiłam fotki i ruszyłam z powrotem, ale jakoż żal było w tej pełni słońca wracać, zostawiając za sobą sielski wiejski krajobraz...