Zawsze chciałam mieć stary ul.
Nie umiem hodować pszczół, ale stare ule nie muszą przecież być tylko dla pszczół i miodu, mogą też być ozdobą, szczególnie jeśli wpisują się w otoczenie tak, jak ten ul u mnie. W dodatku to niesamowity prezent, który trafia do mnie w najbardziej niezwykłym momencie.
Nie umiem hodować pszczół, ale stare ule nie muszą przecież być tylko dla pszczół i miodu, mogą też być ozdobą, szczególnie jeśli wpisują się w otoczenie tak, jak ten ul u mnie. W dodatku to niesamowity prezent, który trafia do mnie w najbardziej niezwykłym momencie.
Stanął sobie pod jarzębinami. Kiedyś, kiedy będą to duże drzewka powinny wspaniale skomponować się z moim cudnym ulem.
Jest piękny. Przyjechał do mnie aż z Roztocza. Jestem zachwycona nowym elementem mojego wiejskiego zakątka. Ofiarodawcom wielkie podziękowanie za wyszukanie i dowiezienie na miejsce do mnie, do tej Borkowej głuszy.
Ale zanim przyjechał ul i zaświeciło słońce, pogoda szalała. Grzało, padało, wiało, momentami porywy wiatru aż huczały w drzewach nad strumykiem. Zawsze boję się o te drzewa przy tych huraganowych wichrach, są stare i jedno z nich ma wyraźnie chorą część. A są takim pięknym zwieńczeniem tego widoku.
Nie ma kosza obok pęcherznic. Nie ma, bo pomimo tego że jest wypełniony kamieniami, leży sobie za ławeczką zdmuchnięty przez wiatr.
Było też kolejne koszenie, dzięki czemu widać moje krzewy na skarpie.
Lato na łące to cudne lato, ale też niezwykle pracowite lato. Żywioł natury w apogeum, wszystko zarasta w błyskawicznym tempie, nie wiem jak dałabym radę bez mojej kosy.
A z ciekawostek w mojej głuszy - mam dzikie koty wokół, tylko jeszcze nie wiem czy mieszkają u mnie i czy to jest jakiś problem. Małe kotki śmigały dzisiaj parokrotnie przez działkę, a pióra - pozostałość po wielkim ptaku - to chyba efekt kociego polowania. Pewności nie mam.






















































