piątek, 15 lipca 2016

Lnica i arcydziegiel litwor

Te dwie rośliny konkurując z Ostrożeniem Warzywnym królują na moich łąkach w lipcu. Aż żółto od Lnicy


Mnóstwo też Krwawnika pospolitego




Krwawnicy niestety niewiele, ale jest w tym samym miejscu co zawsze


Jest też takie cudo, ale jeszcze nie wiem co to.



Łąki w 3/4 skoszone, ale zostawiłam tę część, by nadal cieszyć się widokiem falujących traw 


Staw czysty




Skarpa zarasta



Dęby czerwone zdrowe i rosną


Czas wracać. Ul na pożegnanie, ogólny widok i zamknięta brama ... 

Jak zawsze żal odjeżdżać.




środa, 6 lipca 2016

Stary ul

Zawsze chciałam mieć stary ul. 

Nie umiem hodować pszczół, ale stare ule nie muszą przecież być tylko dla pszczół i miodu, mogą też być ozdobą, szczególnie jeśli wpisują się w otoczenie tak, jak ten ul u mnie. W dodatku to niesamowity prezent, który trafia do mnie w najbardziej niezwykłym momencie.


Stanął sobie pod jarzębinami. Kiedyś, kiedy będą to duże drzewka powinny wspaniale skomponować się z moim cudnym ulem.


Jest piękny. Przyjechał do mnie aż z Roztocza. Jestem zachwycona nowym elementem mojego wiejskiego zakątka. Ofiarodawcom wielkie podziękowanie za wyszukanie i dowiezienie na miejsce do mnie, do tej Borkowej głuszy.


Ale zanim przyjechał ul i zaświeciło słońce, pogoda szalała. Grzało, padało, wiało, momentami porywy wiatru aż huczały w drzewach nad strumykiem. Zawsze boję się o te drzewa przy tych huraganowych wichrach, są stare i jedno z nich ma wyraźnie chorą część. A są takim pięknym zwieńczeniem tego widoku. 




Nie ma kosza obok pęcherznic. Nie ma, bo pomimo tego że jest wypełniony kamieniami, leży sobie za ławeczką zdmuchnięty przez wiatr.




A jeszcze wcześniej było czyszczenie stawu z moczarki, a potem podziwianie, jaki już czysty.



Było też kolejne koszenie, dzięki czemu widać moje krzewy na skarpie.






 Lato na łące to cudne lato, ale też niezwykle pracowite lato. Żywioł natury w apogeum, wszystko zarasta w błyskawicznym tempie, nie wiem jak dałabym radę bez mojej kosy.

A z ciekawostek w mojej głuszy - mam dzikie koty wokół, tylko jeszcze nie wiem czy mieszkają u mnie i czy to jest jakiś problem. Małe kotki śmigały dzisiaj parokrotnie przez działkę, a pióra - pozostałość po wielkim ptaku - to chyba efekt kociego polowania. Pewności nie mam.

środa, 22 czerwca 2016

Zapach mokrych łąk


To było dzisiaj pierwsze, bardzo silne wrażenie, kiedy otworzyłam drzwi samochodu pod bramą Borkowa - niesamowicie intensywny zapach traw, ziół, kwiatów. Kiedy jest sucho, nigdy tak nie pachną. To sprawa poziomu wody w gruncie i nie tylko. 

Staw niemal jak ocean, strumienie odpływowe pełne wody, pałki kwitną, a obok chodzą bociany. 

Moja wiejska sielanka nigdy mnie nie zawodzi.
 



Od ostatniej wizyty dwa tygodnie temu poziom wody w stawie podniósł się o ponad 50 cm. Mam taki duży głaz tuż nad  brzegiem, który zwykle jest suchy. Dzisiaj jest cały pod wodą. To widać na drugim zdjęciu obok liści lilii wodnych.





Dla porównania - zdjęcie z 2 czerwca - tu głaz daleko od wody. Taki mam wodowskaz ;-)


Sielanka sielanką, ale kosa w samochodzie i choć trawy nadal cudne koszenia czas nastał.



Zanim zaczęłam koszenie, jak zwykle zrobiłam obchód moich zakątków by zobaczyć co i jak. 

Tawuły van Houtte'a sprawdziły się naprawdę wyjątkowo.


Irgi rosną, tylko skrzyp je przerasta. Dzisiaj nie dałam już rady go powyrywać, ale nie jest go na szczęście tak dużo jak zwykle bywało.


Tarczownice cudnie ogromnieją.


A jaśminowiec przesadzony z Młocin nawet zakwitł. Jeszcze choruje i mszyce go jedzą, ale jest to skala znacznie mniejsza niż tam zwykle była.



Amorfa czyli tzw. indygowiec podwoiła wysokość przez dwa tygodnie. Słusznie piszą, że to niezniszczalny gatunek.


A tu już obraz zniszczenia po koszeniu. Trawy są na tyle wysokie i grube, że muszę dzielić koszenie na dwa etapy - pierwszy to taki, by usunąć najwięcej jak się da, drugi - po uprzątnięciu pierwszego pokosu - to docinanie i równanie.  I tak kosą to nie jest precyzja kosiarki, a poza tym na łące jest poza trawą mnóstwo roślin o naprawdę grubych łodygach, jak np ostrożenie, co znacznie utrudnia wyrównanie łąki.Ale staram się patrzeć na to inaczej. Łąka to łąka i w tym jej urok.





Już nieco lepiej, ale za dwa tygodnie jeszcze to nieco wyrównam. Powoli nabieram też wprawy w operowaniu kosą tak, by prowadzić ją pewnie i na właściwej wysokości.


Po ścięciu traw widać pęcherznice wyhodowane z własnych sadzonek i rokitniki zabrane z Młocin. Rokitnik tutaj może rosnąć, z Młocin powoli będę go usuwać, bo odrosty korzeniowe na tak małej powierzchni jak tam to jest plaga.Rokitniki można sadzić tylko w wielkich ogrodach, gdzie ich odrosty nie zniszczą np trawnika, nie zagłuszą innych roślin. To naprawdę jest ekspansywna roślina.

Jest też piękna urodą śródziemnomorską, przypomina oliwniki, a ich szarawe liście i kolczaste gałęzie zdobią - jak ktoś lubi takie rośliny - cały rok.  


I jeszcze wielkie derenie na skarpie. Niestety zdjęcie pod słońce, bo już powoli zaczynał się kończyć ten najdłuższy dzień w roku. Słońce zachodzi, a ja wracam. Za dwa tygodnie ciąg dalszy.


środa, 15 czerwca 2016

Osa zmienia plany

Moje plany :-(

Noga spuchnięta, boli, nie mam motywacji do machania kosą. Poza tym deszcz wisi w powietrzu, wizyta na wsi w tych okolicznościach nie bardzo ma sens. Nie będzie koszenia, ani nowych zdjęć. Dzisiaj zatem tylko zdjęcie Trybuli leśnej, która całkowicie zarosła zejście do strumyka i moją furteczkę.






Zdjęcia zrobiłam jakiś czas temu i posłużyły do rozpoznania gatunku. Jak widać selerowatych u mnie dostatek.


&&&&&&&&&&&


Życie dopisało dalszy ciąg tego postu. Bez lekarza i paru zastrzyków oraz drogich leków się nie obeszło :-(

Powstał u mnie silny odczyn alergiczny na ugryzienie nie wiadomo jakie - była obawa, że to kleszcz, brrr... - noga była podwójna, a ja prawie nieprzytomna. Już jest lepiej, ale czeka mnie parę dni na specjalnych tabletkach. Dzisiaj nawet samochodu nie wolno mi prowadzić, a jutro w zależności od stanu nogi, może być powrót do NFZ.

A rano dość długo rozważałam jednak wyjazd do Borkowa.