niedziela, 16 lipca 2017

Mój wodny świat ;-)


Nadążyć za naturą? 

Bardzo szekspirowskie pytanie ;-) 

Żartuję, bo tydzień temu spodziewałam się wody wszędzie, a była w normie, w piątek po w sumie nie takich znowu ulewach zastałam Borków pod wodą. Może tylko tam, gdzie woda zawsze się pojawia, ale jej poziom naprawdę mnie zaskoczył.

Oto mój 'wodowskaz'


Ten głaz zwykle jest w całości nad wodą. To oczywiście nie ma żadnego znaczenia, bo mój system wodny - kanały odpływowe - świetnie się sprawdza, a staw ma się tylko lepiej, co widać po liliach.









Tak jak się spodziewałam, woda opadła już po jednym dniu, a ja skubałam moje ścieżki z chwastów ;-) Nikt jeszcze niestety nie wynalazł skuteczniejszej metody na zarastające kamieniste ścieżki, niż własne palce. Toksycznej chemii nie używam, a bajki o occie niech zostaną wśród bajek ;-)



Ta czarna folia to moja nowa metoda na chwasty. Wymieniam podkład pod kamieniami i jak na razie działa.  


Próbowałam rozpalić ognisko, ale wszystko tak mokre, że się poddałam.


Cudna jest !


Przegorzan będzie kwitł, co cieszy mnie niepomiernie, bo wszelkie próby hodowania go na Młocinach kończyły się niczym.



A to jest niezmiennie mój ulubiony widok na pożegnanie.


Dobrze że znowu będę za kilka dni, na kilka dni.

czwartek, 6 lipca 2017

Kolorowy staw


Po 14 dniach przerwy w wizytach w Borkowie (praca, praca, praca ) i ostatnich ulewach, wichurach spodziewałam się samych problemów, a tu niespodzianka - cudny kolorowy staw, żadnych podtopień, domek bez szwanku, jednym słowem cudnie!

No to ten kolorowy staw :-)


Lilia ogromna, pięknie się rozrasta, krwawnic coraz więcej, siewki olszy, wierzby i jeszcze czegoś, ale nie wiem czego. Ma takie cudne czerwonawe liście.






Do tego skarpa pięknie zarasta




A ogólny widok cieszy zmęczone komputerem oczy ;-)








Dodam, że jechałam rano 'oblężoną' Wisłostradą, co parę metrów Pan Policjant, wóz policyjny na sygnale - no ale mijałam Zamek Królewski, a tam wiadomo ...

Parę dobrych lat wstecz byłam w oku cyklonu odpowiedzialna za sporą część takiej wizyty. Ale wtedy to był mój Prezydent, jeden i drugi. Dzisiaj cieszyłam się, że mogę opuścić miasto i być z dala od tego wszystkiego.

Zgrabiłam siano, którego przez deszcz nie dałam rady zebrać ostatnio, powyrywałam chwasty ze skarpy, nacieszyłam się moją wsią i niestety z powrotem. Jutro znowu praca, ale już wkrótce wakacje!



piątek, 23 czerwca 2017

Żaby i deszcz


Trzy dni, a każdy inny. 

Najpierw koszenie w upale, potem polowanie na żaby, a na koniec ulewa. Po koszeniu odkryłam nowe rośliny.

Ta wygląda jak sadziec.



Nisko przy ziemi zaczyna robić się żółto


Żółtego znowu sporo w trawach


Wkrótce będzie też sporo Słoneczniczka szorstkiego.


A żaby? Skaczą mi spod nóg gdziekolwiek się ruszę, więc postanowiłam trochę na nie zapolować ;-)  Fotograficznie oczywiście.





Plany na trzeci dzień - czyli grabienie siana - pokrzyżował ulewny deszcz. Przemoczona do tzw. suchej nitki zebrałam siana, ile tylko dałam radę, a potem przemoczona, z bolącym gardłem uciekłam do miejskiego domu. 



piątek, 16 czerwca 2017

Relaksowo


Dla odmiany - Borków bez ciężkiej pracy, tylko takie tam dwa dni snucia się wśród traw, moczenie w stawie, tarasowe leżakowanie... ;-)

Wprawdzie miałam w planach na piątek pierwsze koszenie, ale że zapomniałam o szelkach do kosy, kosa została w samochodzie, a ja miałam labę.

Mogłam do woli podziwiać pierwszy kwiat lilii wodnej




Zachwycać się błękitem irysów syberyjskich





Po prostu odpoczywać! ;-))))