czwartek, 16 kwietnia 2015

Demolka

Zgodnie ze znanym powiedzeniem, nie da się usmażyć jajecznicy bez rozbicia jajka, więc i u mnie nowe elementy mojego przyszłego wiejskiego ogrodu wymagały niestety pewnych poświęceń. Niestety, bo chociaż operacja udana, zniszczenia są spore. Nawet minikoparka na moim podmokłym i grząskim gruncie zapada się, a w efekcie teren działki to pobojowisko co widać na każdym zdjęciu.


Do tego dzień zaczął się wyjątkowo paskudnie, nie tylko dlatego, że musiałam wstać o 5.00 rano. Nie przyszedł oczekiwany przelew i jechałam do Borkowa ze świadomością, że nie mam jak zapłacić za dzisiejsze prace i przepiękny kamień. Jakby tego było mało, zaraz po przejeździe do Borkowa zobaczyłam zakopany samochód z moim pięknym kamieniem, potem koparka nie mogła zmieścić się w bramie.... 

Problemy są po to, by je rozwiązywać.  Szczera rozmowa z wykonawcą i przyznanie się do porażki finansowej i niespodzianka. Zero problemu, umawiamy się na telefon, jak będę miała całą należność. Koparka wyciąga zakopany samochód, a moja brama wytrzymuje i minikoparka wjeżdża na działkę.

Zaczynamy! 

Pierwszy odcinek gotowy, a to białe to geowłóknina. Na moim terenie ze skrzypem wyrastającym z głębokości 5 metrów nie istnieje coś takiego, jak odchwaszczenie. On zawsze wyrośnie. Poza tym, to jednak niezły metraż tej ścieżki, bo wyszło mi dzisiaj 100 metrów tej tkaniny. 


Niwelacja urobku


A to właśnie demolka :-(  Koparka wozi żwir na ścieżki i niestety zagłębienia są coraz większe


Powstawanie ścieżki






I kopanie odpływu ze stawu


Ścieżka gotowa




A tu widać mój odpływ ze stawu i miejsce, gdzie będzie sobie stał mostek. Brzydko to teraz wygląda, ale to świeże wykopy, i inaczej być  nie może.


Tworzenie czegoś od podstaw, w dodatku niemal wyłącznie dwoma rękoma to przeogromna satysfakcja, ale też równie wariackie wyzwanie. Cieszy mnie satysfakcja, a o resztę nie dbam.

Kolejny etap zrealizowany !

środa, 15 kwietnia 2015

Jutro wielki dzień!

Jutro robimy ścieżki żwirowe, więc dzisiaj porządki i przygotowanie terenu do prac.


Ostatni dzień drewnianej ścieżki, jutro zastąpi ją żwir, a że próbka jest tak piękna, zastanawiam się, czy będę kłaść drewno na ten żwir. Zdecyduję, jak już będzie żwirowa ścieżka, wtedy zobaczę.


Palenie drewnianych odpadków


A w przerwie oglądam co mi na łące rośnie.




Przycięłam derenie, chociaż żal mi było strasznie, bo niektóre pędy miały ze 2 metry, ale wiem, że to dla ich dobra i urody. Ucięte gałązki powsadzałam oczywiście do ziemi, bo z tego co piszą fachowcy ukorzeniają się bardzo łatwo. Zobaczymy.


A Tawułki się złocą i przez te 7 dni chyba sporo urosły ;-) , ale na pewno mają więcej listków.

Jutro zaczynam dzień o 6 rano. Trzeba być wcześnie w Borkowie.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Skarpa - jej nowe wcielenie

Co za dzień!

Od rana czekałam, czy zamówione do Borkowa rośliny dotrą na dzisiaj, czy będą dopiero jutro. Zamówiłam je w poniedziałek, szkółki Konieczko to sama solidność więc raczej miałam nadzieje na dzisiejszą dostawę. 

I udało się!

Po 10.00 odezwał się kurier, potem szybka akcja by rośliny trafiły od razu do samochodu i pojechaliśmy sadzić. Ja i rośliny, tzn. Tawuły van Houtte'a Golden Fountain oraz Dereń biały Ellegantissima. Okazało się, że dodatkowo w pudle wielkim jak szafa była też gratisowa Forsycja. 

Na miejscu orka na ugorze, bo zaplanowałam te rośliny na moją skarpę nad stawem, a do tego wymarzyłam sobie drewniane schody na tę jednak dość strome wzniesienie. Poza tym te schody zakończone ławeczką to też forma nadania tej skarpie ciekawszego formatu. Czy się uda? Na razie zdjęcia z formowania tego układu, czyli rycie w zielsku.

Pierwsze elementy układanki. Jako że to orka na ugorze, ładnie nie jest ;-)



Po kilku godzinach są schody. Stabilne jak opoka, tylko wyglądu jeszcze nie mają ;-)


A po kolejnych godzinach schody obsadzone tawułą. Tawułki mikroskopijne, ledwie je widać, ale kiedyś będzie tu złoty dywan. To odmiana okrywowa o złotych listkach. Poczekam :-)



I widok na moje schody z różnych stron.




 A tu jedna z moich inspiracji. Tylko u mnie roślin brak ;-) To jednak kwestia czasu.


Poza tym bez zmian, staw zarasta, co póki co mnie tylko cieszy, ale wiem, że za dwa lata będę walczyć z urodzajem traw, pałek i innych wodnych cudów.


Przesadzony z Młocin krzew Rokitnika ślicznie się przyjął i powoli zielenieje. W tle schody po drugiej stronie stawu.



I schody raz jeszcze z widocznymi dereniami w tle.

Trudno uznać ten widok za zachwycający, no chyba że jest się autorem i wykonawca pomysłu ;-) 

Ja wiem, że kiedyś ta skarpa będzie zachwycająca, jest tylko pytanie kiedy, bo z tego co widzę liczba roślin, jaka jest mi potrzebna, by ją 'urządzić' to jednak wymaga czasu - bo czas to pieniądz, tylko tutaj akurat inaczej ;-)


piątek, 3 kwietnia 2015

Mostek


Będzie mostek! O taki:


To zdjęcie producenta i u mnie okolice mostka będą zdecydowanie inne. Mostek będzie w ciągu ścieżki, tak jak ona biegnie teraz, tylko w związku z zaplanowanym przekopaniem rowów melioracyjnych, czy tzw. suchych strumieni kawałek ścieżki muszę zastąpić mostkiem. O tutaj:


Mostek zamówiony, robią go około 3 tygodni, a zatem pod koniec kwietnia, kiedy ścieżki żwirowo-drewniane i suche strumienie będą już uformowane, przyjedzie mostek. 
To będzie pierwszy element mojej ogrodowej architektury w Borkowie, no nie licząc płotu. Szukałam możliwie najprostszego, żeby pasował do otoczenia. 

Dodam jedynie, że kolor będzie miał naturalny, nie palisandrowy ;-)


czwartek, 19 marca 2015

Staw wiosną

Przygotowanie stawu po zimie do wiosny i lata to - już teraz to wiem - dość spore zadanie. Nie jest skomplikowane ani trudne, a jedynie tylko wymaga sporo godzin ciężkiej pracy. Tak wyglądały brzegi stawu pod koniec grudnia ubiegłego roku. Te fontanny suchych traw celowo zostawione dla dekoracji, teraz przecież musiały zniknąć.


Po wielu godzinach pracy ten sam brzeg wyglądał dzisiaj tak


Trawy wystrzyżone nożycami, pousuwane nadgniłe moczące się w wodzie wiechcie, wybrany muł nadbrzeżny, wygrabione brzegi.


Jeszcze to pięknie nie wygląda, ale wszystko gotowe do wiosennego rozrostu i za parę tygodni te wszystkie trawy, pałki, lilie, sity i co tam jeszcze narosło pokaże swoją urodę. To jest ta wielka różnica pomiędzy ogrodem na Młocinach, a tutaj. W Borkowie rządzi natura jedynie z nadal trudem kontrolowana jako tako przeze mnie. Na Młocinach wszystko wyszło spod moich rąk. Ale właśnie to jest wyzwanie, które tutaj, w Borkowie daję mi coraz większą satysfakcję. W dodatku - zastanawiałam się nad tym dzisiaj pracując nad stawem - nie mam najmniejszego problemu z tym, jak sobie radzić z tym żywiołem. Jedynie robię to stopniowo i dopiero po paru latach będzie widoczny - mam nadzieję - ;-) spektakularny efekt.


A za każdym razem, kiedy podnoszę głowę znad obrabianej ziemi te widoki rekompensują mi cały ten mozolny trud, by stworzyć w Borkowie mój wymarzony wiejski ogród. Gdybym była bogata ;-) - if I were a rich woman - pewnie wszystko zrobiłabym w jeden rok. Tylko czy satysfakcja z tego byłaby taka sama? Wątpię. Bo teraz, to bardziej dzieło moich rąk, a nie mojej kasy.
 



Brama jeszcze otwarta, ale słońce już nisko na zachodzie rzuca cudne światło na dziki brzeziniak nad rzeczką. Czas wracać, robi się bardzo zimno, idzie mroźna noc, ale nie mam o co się bać, rośliny nad stawem to sama natura...



Za tydzień mnie tu nie będzie. Dopiero po świętach wracam z jałowcami na skarpę. Zamiast spotkania z Panem Koparkowym tylko telefoniczne uzgodnienia. Czekam na wycenę usługi, ale w kwietniu nieodwołalnie kopiemy.

wtorek, 10 marca 2015

Borków, Borków, Borków !!!

Po dwóch miesiącach przerwy, a i po ostatnich wizytach tylko na krótko, dzisiejszy wielogodzinny pobyt i ciężka praca na mojej ziemi to była niezwykle przyjemna odmiana.

Wielką przyjemność sprawia mi też fakt, że nic z mojej pracy z ubiegłego roku nie poszło na marne. Podjazd nadal bez zmian, chociaż wymagał dzisiaj nieco pracy pod kątem usuwania traw wrastających z obrzeża. Na to nie ma rady, kłącza idą pod ziemią, trzeba je regularnie usuwać. Wystrzygłam tez trawy pod płotem, teraz czekam na nowe, wspaniałe piuropusze. Ta miejscowa trawa ma tyle odmian, że zostawiam niektóre do ozdoby, jedynie strzygę je tak samo jak trawy ozdobne.



Staw jeszcze zimny i śpi, poziom wody dość wysoki, ale wiele roślin wodnych już wystawia pierwsze wąsy



I to co cieszy chyba najbardziej! Wszystkie posadzone drzewa w pąkach, żywe i mają zamiar rosnąć!






Stara dobra ścieżka już niebawem nieco się się zmieni. To była wersja tymczasowa, a u mnie tymczasowość jest tymczasowa. W kwietniu korytowanie ścieżek, potem kamień i drewno. Mam zamiar wykorzystać te same deski pięknie spatynowane przez wodę, jedynie w nowej wersji będą osadzone w kamieniu.



Wiem, że dam radę. Mam precyzyjny plan co do dalszego obrobienia tych 1200 metrów. W tym roku jedynie nowe przekopy odprowadzające wodę do stawu i ze stawu, wykonanie ścieżek, obsadzenie skarpy i ewentualnie, ale to będzie zależało od finansów postawienie domku narzędziowego.

Oczywiście nadal obsadzanie i porządkowanie stawu, jak i utrzymanie pod kontrolą wszystkich dotychczasowych nasadzeń. To jest plan wykonalny, a jeśli uda mi się wyjść poza niego, to już uznam za sukces ;-)

I jeszcze krótka obserwacja na temat dojazdu do Borkowa. Dotąd w godzinach kiedy jeździłam, czyli 11.00 rano wyjazd, 17.00 powrót, przemieszczałam się bezkolizyjnie, czyli bez korków. Niestety po spaleniu mostu już tak dobrze nie jest. Rano, już na wysokości Pana Sowy zaczął się korek przed Siekierkowskim, a powrót to już była maskara. 30 minut plus, niestety.

czwartek, 12 lutego 2015

Traktory na drodze

Traktory zablokowały mi drogę. By dojechać do Borkowa, muszę jechać przez Zakręt, bo moja wioska pod Kołbielą, czyli właśnie kierunek Lublin. Mój dojazd tam nie jest jakoś specjalnie kluczowy właśnie teraz, mogę pojechać i za tydzień, lub dwa ale to nie o to chodzi. 

Nie widzę powodu dlaczego grupa niedoinformowanych ludzi daje się wmanewrować kolejnemu, zachłannemu na władzę oszołomowi, traci czas swój i innych, podczas gdy rozwiązanie problemu wcale nie jest proste i żadna blokada nie spowoduje, że raptem będzie więcej pieniędzy na świninę, albo spożycie mleka nam cudem wzrośnie. Mamy wolny rynek - na szczęście - może czas zjeść te trzy świnki z własnej zagrody i pomyśleć o bardziej opłacalnej produkcji. Szczególnie jak się ma traktor za pół miliona ...

No to nie wiem co w Borkowie, sąsiad umilkł, mam nadzieję, że dziki go nie zjadły.