czwartek, 2 czerwca 2016

Łąka nad stawem

Pogoda cudna, bez deszczu i burzy dzisiaj, udało się.

A w Borkowie jak zwykle, staw do czyszczenia, łąka do koszenia. Staw oczyszczony z kilogramów moczarki, a łąk czeka, bo tyle w niej nowych kolorów, że niech sobie jeszcze rośnie.

Nie tylko kolorów kwiatów bo i motyli sporo


Firletka nadal kwitnie




Ale coraz to nowe kwiaty dochodzą.  Dzwonki rozpierzchłe


W rzeczywistości niebieskie, jakoś w słońcu kolor zbyt jasny.

Przetacznik ożankowy



A sam staw obrośnięty wokół i nie tylko. Pałka i śliczne trawy, których nazw jeszcze nie znam obrastają brzegi.








 I jeszcze widoki ogólne przed wyjazdem



Jak zwykle żal odjeżdżać, ale jest do czego wracać.
 

sobota, 28 maja 2016

Staw

Jako że ja w pracy mój nieoceniony sąsiad Marek wysyła mi zdjęcia z Borkowa, żebym chociaż mogła odwiedzić moje łąki wirtualnie. Łąki coraz bardziej zarośnięte, ale jak tu skosić takie cuda natury?



Lubię pracować, ale wczoraj, kiedy dostałam te zdjęcia było mi jednak trochę żal, że mnie tam nie ma. Z drugiej strony, jak to cudnie jest, że nadal mam na co czekać, że nadal mam taką ochotę, by realizować rozmaite szalone plany. Zawsze tak było. Dawno temu zastanawiałam się, czy będzie kiedyś taki etap w moim życiu, kiedy na nic nie będę miała ochoty, kiedy nic nie będzie wywoływało tego radosnego oczekiwania i ekscytacji. Na szczęście to jeszcze nie ten etap i do tego mam wrażenie, że tak już zostanie do końca. 

Zatem czekam na środę, bo w planach Borków w ten dzień i to chyba już z kosą. Jeszcze nie będę kosić całej łąki, wykoszę tylko troszkę, by trawy nie zasłaniały wszystkiego. Takie wymyślone wcześniej rzeźbienie w trawie mam w planie.

Zobaczymy co z tego wyjdzie ;-)

środa, 18 maja 2016

Oj, bardzo dużo zdjęć ;-)

To z czystego zachwytu!

Robiłam dzisiaj zdjęcia ciesząc się, że ta moja łąkowa kraina tak ze mną współpracuje jednak, że pomimo tylu wcześniejszych obaw, frustracji, rozterek, o czym wiele razy pisałam, dzisiaj po raz pierwszy miałam wrażenie, że jednak coś się udaje, że ta moja koncepcja - wynikająca oczywiście z wielu godzin studiów internetowych - połączenia własnych pomysłów z siłami natury, z tym co jest na miejscu, jakoś powolutku daje efekty.

Pozostawiam do oceny zaglądających.

Ale jeszcze słowo o sukcesie ze stawem NIE MA GLONÓW!!!!

Kiedy dzisiaj zjawiłam się w Borkowie, staw wyglądał tak






A potem pracowałam wiele godzin no i robiłam zdjęcia ;-)

Moje łąki






Skarpa



Irgi posadzone w ubiegłym tygodniu



Dużo tu jeszcze muszę posadzić ;-)


Kępy traw które mi się podobają zostawiam, pozostałe usuwam. Tu widać też berberys Jytte, który bardzo przemarzł i teraz powoli odbija.


Forsycja już przycięta, irysy oczyszczone z traw, wiele pąków wskazuje na liczne kwiaty


Ścieżki w oprawie łąkowej






Furtka nad rzeczkę, którą jakoś rzadko pokazuję



Rośnie mi Olsza czarna


Graby


Kolejne irysy z Młocin


Wierzba smocza ma się dobrze


Policzyłam, że do tej pory posadziłam w Borkowie około 50 roślin i jak dotąd żadna nie zginęła, rosną lepiej lub gorzej, ale rosną. Za parę lat tu będzie gaj .... ;-))))

Pojechałam do domu...


A podjazd jak widać zarośnięty paskudnie, ale miałam inne priorytety, np. glony w stawie.  Może za tydzień zajmę się i tym, ale raczej szukam innego rozwiązania, bo to jednak wiele pracy i nieco mało przydatnej.

 

czwartek, 12 maja 2016

Irgi rosną

Plan zrealizowany! Irgi rosną.

Ale zanim zajęłam się sadzeniem, porządkowaniem skarpy, najpierw zabrałam się za wyczyszczenie stawu. Glonów niewiele, ale za to rozmnożenie pałki, rogatka i moczarki było takie, że właściwie to była roślinna zupa, a nie staw. Nawet zdjęć nie robiłam, bo widok był okrrrropny.

Wyrwałam około 30 pałek, wyciągnęłam chyba z 50 kg roślin razem z mułem i resztką glonów, ale nawet pływałam dzisiaj w moim stawie przy cudnym akompaniamencie żabiego koncertu. Staw odzyskany, ale wiem, że za tydzień czeka mnie kolejna batalia z roślinami - moczarką i rogatkiem, palki tak szybko nie rosną ;-)

Oto mój dzisiejszy staw





 
Dodam, ze dzisiaj czyszczenie stawu było o wiele przyjemniejsze bo bez woderów, takie brodzenie po wodzie, bardzo miłe w upalny dzień.

A potem wreszcie mogłam zając się skarpą i sadzeniem irg. No nie, poprawka - najpierw posadziłam dwa Indygowce, czyli Amorfę krzewiastą. Ona bardzo późno zaczyna wegetację, więc na razie same patyki.


Skarpa wymagała oczyszczenia, ale już wkrótce było tak


Rosną i wiadomo, że potrwa to chwilę zanim zarosną tak jak tawułki po drugiej stronie. A tez niewiele niemal było widać, jak je posadziłam.


A tu derenie wreszcie ruszyły i malutkie tawliny jarzębolistne. Musiałam je przyciąć bardzo nisko, ale odbiły i jak znam gatunek to wkrótce będzie ich dużo ;-)






A poza tym bez rośnie



Jaśminowce rosną 


Tarczownice sie przebiły przez trawy. Muszę im oczyścić miejsce do rozrostu.


I nastał czas firletki


Zmordowana jak zwykle, zmoczona deszczem, ale też jak zwykle niezwykle szczęśliwa ;-)

środa, 11 maja 2016

Są irgi

Dzień wprawdzie jedyny w swoim rodzaju, bo choć dusza by chciała do raju - czytaj Borkowa - to jednak czasem dość niezwykłe obowiązki zmuszają nas do zmiany planów. 

Moim udziałem dzisiaj była najpierw taka część dnia, która - gdyby to zależało ode mnie - to niechby nigdy nie była. 

No ale była, a ja potem jak na skrzydłach uciekałam do swojego świata, gdzie ogrody i rośliny zajmują gros miejsca, pozostawiając niewiele na inne kontakty. I tak jest i lepiej i bezpieczniej.

Czekałam na wielką dostawę irg do Borkowa. Kiedy dotarłam do domu, czekała na mnie informacja, że kurier DHL już był i teraz to mogę odebrać paczkę sama, albo czekać do piątku. Dwa dni! Na rośliny!  

W pierwszym odruchu sprawdziłam lokalizację DHL - pod Piasecznem! - i już byłam gotowa pokonywać korki i gnać skąd wróciłam, bo akurat wróciłam z Piaseczna, kiedy dotarło do mnie, że nie ma takiej możliwości, by kurier dostarczył już paczkę do bazy. Wydzwoniłam gdzie się dało i w kilka minut później wjechałam na policyjny parking pod słynnym Pałacem Mostowskich, gdzie jest zakaz wjazdu. Za to odległość od mojego domu na 3 minuty jazdy samochodem, a nie 2 godziny.

Zaraz towarzyszyło mi kilku miłych Panów, ale kiedy wyjaśniłam, że czekam na kuriera DHL, który ma przesyłki także dla Policji, mogłam spokojnie poczekać i odebrać moją paczuszkę, waga ok. 40 kg, rozmiar spory ;-)

Dowiozłam, rozpakowałam i oniemiałam!




Perfekcja pakowania, ogromne sadzonki irg Ursynów, a cena 4 złote za krzaczek to po prostu niesamowite za takie sadzonki.

Firma 'Erzetka' jest od dzisiaj moją kolejną super sprawdzoną i godną polecenia firmą.

A jutro wielkie obsadzanie skarpy! A jak staw po 11 dniach?