poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Nad strugą


Kilkadziesiąt metrów kwadratowych za płotkiem to miejsce, które urzekło mnie za pierwszym razem, kiedy pojechałam oglądać Borków. Na początku było sporo zdjęć i sporo o tym zakątku, a potem ogrom pracy na głównej części działki, mało czasu, zbyt rzadkie wizyty i uroczy zakątek zarósł czym się dało. Parometrowe pokrzywy, całe ich łany skutecznie dogrodziły mnie od krzywej brzozy, podmytych konarów wierzb, cudownego zakola rzeczki bez nazwy.

Ostatnie trzy dni to była walka o odzyskanie tego miejsca. Bez pomocy ze wsi nic by z tego nie wyszło. Wreszcie udało mi się znaleźć parę młodych ludzi, którzy zechcieli podjąć się prac rozmaitych u mnie i dzięki nim zakątek znowu jest widoczny, chociaż do pełnej urody sporo mu jeszcze brakuje. 






Najpierw kosiłam sama, potem miałam już pomoc przy zgrabieniu i wywiezieniu tych niesamowitych ilości skoszonych roślin, głównie jednak pokrzyw o ciężkich, grubych łodygach.




Sporo jeszcze pracy przede mną, ale teraz mam dodatkowe 4 ręce, a to jest kolosalna różnica.

A widok na domeczek zza płotka też inny. Na wszelki wypadek dodam - nie malowałam nieba w photoshopie ;-)


Wieczorami kontynuowałam montowanie półeczek ;-)




i bawiłam się chwilowymi dekoracjami 



Doczekałam się tez pierwszego kwiatu na Orszelinie olcholistnej Hokie Pink



A skoszone pola przypominają, że to już coraz bliżej do końca wakacji.




czwartek, 3 sierpnia 2017

Goście ;-)


Dawno nie widziani, tym bardziej cieszą


Trwają żniwa, to i one są. Te dwa przyleciały na łąkę sąsiada, gdzie trawa znowu wysoka.


Wieczorem na moim płotku przysiadł Grzywacz


A nad strugą pełno śladów i praca wre. To widok wieczorem


A to już rano następnego dnia. Tama rośnie ku utrapieniu okolicznych rolników.


Na miękkim nadbrzeżu nad strugą liczne tropy




Nie mam oczywiście pojęcia czyje, ale wiem, że to ptaszysko i jakieś parzystokopytne zwierzę. Wiem też, że nie są to ślady bobra. 

Pogoda upalna, ale przy właściwym rytmie pracy - przerwy, odpoczynki w cieniu, mnóstwo wody - nie ma problemu także z pracą. Odsłoniłam kolejne rośliny czyszcząc je z trawiastych chaszczy.

Wierzba Smocza w tym roku wreszcie podrosła


A to jej charakterystyczne pędy. U mojej jeszcze wąskie, ale już widać ich urodę


Derenie rozłogowe White Gold, mam ich parę, jak wszystkie derenie rosną szybko i bezproblemowo.  To jest odmiana na podmokłe, okresowo zalewane miejsca. Moje rosną tuż nad stawem. Obecnie to 45 cm, ale jak osiągną rozmiar docelowy ok. 2,5 metra, to będą na wiosnę ładną oprawą stawu. 


Opis u Kurowskich: Rozłożysty krzew osiągający wys. do 2,5 cm. Przyrasta rocznie ok. 20 cm. Szczególnie urzekający zimą z uwagi na młode pędy, które są jaskrawo pomarańczowo żółte. Kwitnie w V na biało. Owoce – czarne jagody, dojrzewają we wrześniu i są zjadane przez ptaki. 


Jeszcze widok na ukochany płotek



Skarpę


Domek z innej perspektywy


A dzień kończył się pięknie



Myślę, że fotografowanie zachodów słońca powinno być zakazane ;-)

Od soboty nowe spojrzenie na strugę. To znaczy znowu mnóstwo pracy, ale miejsce jest tak piękne, że muszę je jakoś uporządkować, tym bardziej że to nadal moja działka. 

Do zobaczenia nad strugą w sobotę :-)


sobota, 29 lipca 2017

Brzozy


Brzozy to chyba jednak moje ulubione drzewa. Te pospolite, brodawkowate. Posadziłam 5 drzewek 3 lata temu, ale niestety moja mała sprawność w operowaniu kosą spowodowała, że są tylko 4. Do tego stale były zarośnięte przez  te moje trawiaste chaszcze. Ale rosły.  Ten pobyt w Borkowie to był ich czas. Wykosiłam trawę - ale tylko w pobliżu - resztę zostawiłam do wyrwania i nożyc ręcznych. 

I wtedy ukazał mi się cudny widok! Moje brzozy mają już białe pnie! I są to drzewka blisko 2 metrowe.  

Warto było wykonać tę ciężką robotę by to zobaczyć



Ja wiem, nic wielkiego, ale to moje drzewa, ja je posadziłam i to po prostu jest takie miłe.

A w stawie zakwitło coś białego. Nie wiem co mi wyrosło, ale jest ładne ;-)


A do białego kompletu mam białe floksy



Nie sadziłam. To ta zeszłoroczna 'inwazja' roślin z działki. Dzięki hojności ofiarodawczyni mam nie tylko irysy syberyjskie, ale też paproć i floksy. W tym tygodniu idę poprosić o kolejne wykopki, a że bogactwo roślin ma ta Pani niesamowite, to pewnie znowu będą niespodzianki :-)

I widoczki na całość po skoszeniu całości ;-)



Od czwartku rano do soboty po południu. Koszenie, grabienie, przycinanie. A i tak mnóstwo zostało do zrobienia. Nie ma takiej opcji, że tu, w Borkowie nie będzie nic do zrobienia ;-)

Poza chwilowymi momentami zwątpienia wracam i znowu odkrywam czym jest ciężka praca w roślinnym świecie. Bez sentymentalizmu, proste stwierdzenie 'oczywistości'.


niedziela, 23 lipca 2017

Po i przed kosą


Od piątku kosa i grabie. Jak wiadomo moje ulubione narzędzia ogrodnicze. No ale niestety czas był najwyższy, by dokończyć koszenia, bo trawy już podsychały, wcale ładnie już to nie wyglądało.

I tak od piątku do niedzieli - jak nie padało, a weekend bardzo był deszczowy - kosiłam kosą, okolice drzew i krzewów ręcznymi nożycami, a potem grabiłam i w płachcie wynosiłam na stertę kompostową. Nie udało się dokończyć ani koszenia, bo skończyła mi się mieszanka paliwowa do kosy, ani grabienia, deszcz lunął i przynajmniej w Borkowie nic nie wskazywało, by miał przestać.

Ale większość zrobiona. Widok po koszeniu to nie jest mój ulubiony widok, ale dla porównania przypominam jak było przed. Jakieś zalety koszenia są - inne widoki na całość, domeczek lepiej widać, widać też lepiej jak wygląda staw.

Dzisiaj rano


i dwa tygodnie temu


Staw dzisiaj


I dwa tygodnie temu


Może to nie jest jakaś bardzo spektakularna zmiana, ale wykonanie tej pracy było już konieczne. 

Miałam zrobić jeszcze trochę zdjęć by pokazać wysepki roślin, które omija kosa, zgodnie z dawno przyjętym postanowieniem, że będę łączyć naturalnie rosnące rośliny z nowymi nasadzeniami. Na razie najwięcej jest samosiejek olszy czarnej. Chronię każdą siewkę krwawnicy, zostawiam krwawniki pospolite - te białe, na Młocinach mam czerwone, ale wszelkie próby dodania go tutaj, jak na razie się nie udały.

Zostawiam oczywiście rozmaite kępy traw, tak jak ta przy plaży na pierwszym zdjęciu. A i jeszcze kępy sadźca. Myślę, że będzie tego więcej, tylko nadal nie od razu rozpoznaję, co mam zostawić. 

Rąk nie czuję i do tego - pomimo doskonałego repelentu okropnie pogryzły mnie końskie muchy. Ich ugryzienia są wyjątkowo paskudne.

No cóż - taka jest cena za łąkową ostoję wśród pól :-)



środa, 19 lipca 2017

Spontanicznie


Czyli bez planu ;-)

To u mnie ostatnio rzadkość, niestety. Dwa ogrody, dom, praca, życie... Ale że są wakacje, to wczoraj, ot tak, zebrałam co potrzebne i późnym popołudniem hyc do Borkowa!

Zwykle ruszam rano, by wykorzystać dzień na prace wśród traw, ale wczoraj, po prostu chciałam spędzić wieczór w moim domu nr 2.  No i się udało! Wspaniała kolacja wśród traw. Całkowity relaks w ciszy szumiącego owsa ;-)


To za płotem. Owies na granicy z ostem i  nawłocią na coraz rzadziej uprawianych pasach pól. Mnie widok żółtych kwiatów nawłoci nie przeszkadza - wygląda to nawet malowniczo jak zakwitną jesienią -  ale znam jej ekspansywność i rozumiem, że trudno ją lubić. Jednocześnie to roślina miododajna i lecznicza.




W komplecie do nawłoci mój sąsiad rolnik ma chabry ;-)
Teraz są i u mnie, ale to akurat cieszy mnie niepomiernie!


No i mam takie cudo za płotem



Ma wysokość ponad metr, jest to w sumie spory krzew. 

Edit 20 lipca:
Dzięki autorce komentarza wiem, że to Wierzbownica kosmata, a z ulubionego bloga - Chwile zaChwycone dodaję opis i niesamowite zdjęcia



A płot i reszta zarosły w skali, która woła o kosę. Niestety, w piątek pożegnanie traw i wszelkich chaszczy w tym sezonie :-( 




To było wczoraj. Dzisiejszy upalny dzień spędziłam w stawie ;-) Trudno o lepsze miejsce w tych temperaturach. Usunęłam nadmiar pałek,  nadmiar moczarki, traw i napatrzyłam się na żaby w każdej możliwie fazie rozwoju - z ogonami różnej długości, rozmaitych kształtów i kolorów.

Co za bogactwo natury!