czwartek, 2 lipca 2015

Jutro wreszcie jadę do Borkowa!!!

Od 11 czerwca mnie tam nie było i bardzo się martwię co ja tam zastanę. No ale to okaże się już wkrótce ;-)

czwartek, 18 czerwca 2015

Tydzień bez Borkowa

Trudny tydzień pod każdym względem. Mnóstwo spraw, nic nie idzie dobrze, niby finał jest zadowalający, ale ile straty czasu i chodzenia wokół, by sprawy zamknąć. No i czas zużyty i nie ma go na przyjemności. Nie ma kiedy pojechać do Borkowa w tym tygodniu. 

O jak mi brak tych moich łąk!

Szczególnie w takich dniach, gdy zmagam się z codziennością. Te łąki to taka terapeutyczna odskocznia od wszystkich trudów codzienności, które są po prostu czasem zbyteczne, ale są bo taka jest rzeczywistość.

Zajrzałam zatem do zdjęć z czerwca 2014 i pierwsze co mnie zdumiało to bocian. Rok temu ich obecność w maju i czerwcu była niemal oczywista.


To zdjęcie z 11 czerwca 2014 roku. W tym roku ani śladu bocianów.

Inaczej też wyglądały trawy



Były mniejsze, bardziej wysuszone i bardziej jednolite. W tym roku - mam wrażenie - bogactwo traw jest zupełnie inne, ale nadal ich rozpoznanie to mój problem, głównie z braku czasu i zbyt krótkich pobytów w Borkowie.

To takie rozważania zamiast ;-)
Wolałabym być w Borkowie, po prostu!

czwartek, 11 czerwca 2015

Buszująca w trawach ;-)

Kiedy dzisiaj zaczęłam próbować dotrzeć do rozmaitych zakątków działki, to właśnie ten tytuł (ulubiona lektura) od razu przyszedł mi na myśl. Trawy mam bowiem ogromne ;-)





Są ogromne i trudne do opanowania. Są też piękne i muszę znaleźć sposób, by pogodzić ich urodę i żywioł, jaki ze sobą niosą. Miejski ogród to banał w porównaniu z tym wyzwaniem.

Jeszcze nie mam kosy spalinowej, bez której nie dam rady 'formować' ogrodu łąkowego, więc dzisiaj cięłam trawy ręcznymi nożycami! 

Musiałam odsłonić drzewka, bo trawy je niemal zagłuszyły, potem czyściłam skarpę i jej okolice, a także zejście do stawu, gdzie rosną róże błotne i tarczownice. 6 godzin katorżniczej pracy i niestety chwile zwątpienia. Ja czy żywioł? Natura pokazuje swoją siłę, ale póki co nie mam zamiaru się poddać.

Efekty mojej pracy: coś widać, ale nie jest to efekt o jaki mi chodzi. 






Co nie zmienia postaci rzeczy, że kiedy patrzę sobie na ten widok, to i tak kocham Borków ;-)




wtorek, 2 czerwca 2015

Trawy i kwiaty

Wizyta w Borkowie krótsza niż zwykle, bo najpierw byłam na ważnym spotkaniu w Gminie. Plan nam uchwalają i waży się los naszych działek, w zakresie ich dalszego użytkowania. Obsesyjno-unijne dążenie do pseudo ochrony natury powoli zaczyna osiągać w pełni wynaturzoną formę. Niedługo wszystko będzie pod ścisłą ochroną, tyle że na papierze, a rzeczywistymi zagrożeniami dla przyrody i tak nikt się naprawdę nie zajmie.

Tak czy inaczej długie miesiące niepewności, czy kiedyś w ogóle będę tam mogła postawić zaplanowany letniskowy drewniaczek, albo przenieść jakąś starą wiejską chatę. Zobaczymy, a póki co strata czasu na biurokratyczne przepychanki.

A w Borkowie - jak już wreszcie tam dotarłam - busz traw, łąki cudnie falują, żaby grają koncerty, pięknie, swojsko i spokojnie.
Powalczyłam ze skrzypem na podjeździe, plaży, oczyściłam staw i miałam dosyć. Upał wielki, zero chmur, po 4 godzinach uciekłam do domu. 

Tylko jeszcze parę zdjęć, by jeszcze wieczorem móc popatrzeć na te widoki.


















środa, 27 maja 2015

Moje łąki

Ostatnio każdą wolną chwilę poświęcam na czytanie i oglądanie czego się tylko da na temat łąk, ich rodzajów i tego co na tych łąkach może rosnąć, w zależności od dziesiątków rozmaitych czynników. Potem próbuję to wszystko dopasować do mojej łąki w Borkowie, bo bez w miarę szczegółowej wiedzy o rodzaju zbiorowiska roślinnego, jakie istnieje na mojej łące, trudno mi będzie wcielić w życie kolejny etap planu, jaki przyjęłam dla Borkowa.

Wykrystalizował się ten plan bardziej szczegółowo dopiero niedawno, chociaż od początku było dla mnie oczywiste, że jeśli powstanie w Borkowie ogród, to będzie to ogród tzw. naturalistyczny. Piszę tzw. bo termin nie jest precyzyjny i może być interpretowany dość szeroko. Dla mnie oznaczało to możliwie ograniczoną ingerencję w środowisko naturalne, dosadzanie roślin zbliżonych charakterem, wyglądem i wymaganiami do zastanego zbiorowiska naturalnego.

W tak szerokie ramy można wpasować właściwie wszystko, stąd poszukiwałam jakiegoś drogowskazu, koncepcji, która ułatwiła by dalsze prace w Borkowie. I znalazłam. Koncepcja 'meadow garden' ogrodu łąkowego, jaki od dawna jest niezwykle popularny w w wielu częściach Stanów Zjednoczonych, w Europie od razu kojarzy się z nazwiskiem Piet Oudolf i jego cudownymi ogrodowymi kreacjami, takimi jak Bury Court.


Tyle tylko, że odwrotnie jak u mnie to nie jest 'prawdziwa' łąka, a jedynie stworzona przez człowieka. I tu dochodzę do istoty mojego aktualnego planu - mam taki pomysł, by odwrócić proces powstawania ogrodu łąkowego. Wykorzystać to co już mam - trawy i naturalnie rosnące rośliny łąkowe - i jedynie dodać to, co po pierwsze w tym środowisku da radę rosnąć, a po drugie uzupełni je i wzbogaci wizualnie, bez naruszania równowagi biologicznej.

Dla porównania to jest moja łąka w maju ubiegłego roku


Dominujące jaskry, gdzieniegdzie firletka poszarpana, łan trzęślicy modrej od której pochodzi nazwa tego rodzaju zbiorowiska - łąka trzęślicowa.

Tyle tylko, że wcale nie jestem pewna, czy moja łąka to nie jest jednak łąka ostrożeniowa


A może mieszanka obu? A może przez moją już prawie roczną ingerencję, nieco zmienioną gospodarkę wodną łąki, koszenie, deptanie, przycinanie te wrażliwe zbiorowiska już uległy znacznej przemianie?

Ostrożeń, głównie warzywny, bo łąkowego jest bardzo mało, jest rośliną nie tak dominującą jak na powyższym zdjęciu, ale niewątpliwie było go sporo w ubiegłym roku. To zdjęcie z początku sierpnia 2014 roku


Skłaniam się ku przekonaniu, że jednak jest to łąka ostrożeniowa, bo obok samego ostrożenia występują tu charakterystyczne dla tego zbiorowiska trawy i byliny.

Wg charakterystyki podanej w Wiki, z  traw najczęściej występują: kostrzewa łąkowa, trzęślica modra, śmiałek darniowy, kłosówka wełnista o owsica omszona. Jak wiadomo rozpoznanie traw to nie jest prosta sprawa, ale wydaje mi się, że np. kłosówka wełnista to ta


Ale mając takie skupiska traw, czeka mnie pracowite dochodzenie która jest jaka.





 W kwestii Jaskra ostrego wątpliwości nie ma ;-) Jest też Kuklik zwisły


 Znacznie więcej w porównaniu do ubiegłego roku jest Firletki poszarpanej


 Wcześniej kwitły Ziarnopłon i Knieć błotna, czyli kaczeniec



A w ubiegłym roku Krwawnica


i wiele innych, które w tym roku mam zamiar zinwentaryzować ;-)

Tak więc mając takie bogactwo natury stoję przed niezwykle trudnym zadaniem, mieć to nadal, tylko inaczej, zachować co się da, ale dodać jeszcze więcej. Niezwykle trudne wyzwanie, a że wiedzę botaniczną mam niemal żadną, czeka mnie długi proces samo edukacji i zapewne mnóstwo nieodwracalnych błędów.

środa, 20 maja 2015

Jak środa to Borków ;-)

Mój harmonogram tygodniowy stopniowo się utrwala i jak przychodzi środa, to mam ochotę być w Borkowie. No to byłam, chociaż ranek wyglądał ponuro, bez słońca i z deszczem w planach.

Burość zniknęła w Borkowie, deszczu nie było przez cały dzień, a temperatura doszła do 30 stopni. Upał, wilgotność, no Afryka!

A że zaplanowałam dokończenie drugiego suchego strumienia, zaczęło się dosłownie w pocie czoła. Najpierw rozsypałam żwir przywieziony z pobliskiej żwirowni. Nie pisałam o tym jeszcze, ale podczas każdego wyjazdu do Borkowa zatrzymuję się w żwirowni, która leży 3 minuty od Traktu Lubelskiego. Kupowałam tam żwir na podjazd i zauważyłam, że mają ładny żwir otoczakowy. Podjechałam kiedyś i zapytałam, czy mogę kupić parę wiaderek. Zwykle sprzedają na tony, ale wtedy dochodzi koszt transportu, a poza tym tona mi nie potrzebna. Trochę się pośmiali z pomysłu, ale nie widzieli problemu i tak za parę złotych wożę sobie kilka wiader żwiru na moje strumienie za każdym przejazdem.

Strumień nr 2. niemal gotowy


Dodam, że cała masa większych kamieni poza łupkami pochodzi z pobliskiego pola. Dzisiaj jak bocian wędrowałam po zaoranych polach z wiaderkiem, a że to grunty klasy IV kamieni tam ci dostatek. Jeszcze jest parę dziur do wypełnienia, ale wędrowanie w upale po zaoranych polach z wiadrami kamieni łatwe nie było i po trzecim podejściu się poddałam. 

Kamienie polne poczekają ;-)

Potem było kopanie skarpy i kolejne podejście do usunięcia skrzypu. Jest go coraz mniej, ale zanim tam coś dalej posadzę, wolę mieć pewność, że go już nie ma.

Jak widać tawułki ślicznie rosną, derenie też. Zostawiłam wybrane kępy traw, bo uważam, że są piękne.



Tu dokładnie widać granicę między częścią skarpy oczyszczona ze skrzypu, a tą gdzie skrzyp nadal porasta. To i tak tylko ułamek tego co tu było. Skrzyp jako pojedyncza roślina może się nawet podobać, szczególnie jego dojrzałe nasienniki, ale pozostawiony sam sobie zarośnie wszystko doszczętnie. Jest jednym z najtrudniejszych chwastów do usunięcia.


A tu pęcherznica posadzona w ubiegłym roku. Takie to było pięciocentymetrowe maleństwo, a teraz całkiem dobrze rośnie.


Ścieżki i staw pięknie zarastają w moich ukochanych łąkowych klimatach









Posadzone przeze mnie rośliny bez zmian dają radę i też rosną wspaniale. 

Tarczownice


Róża błotna, jedna z trzech


Irysy przeniesione z Młocin


To jaśminowiec wyhodowany z odciętego rozłogu z jaśminowca na Młocinach.


Jarząb pospolity, czyli jarzębina ;-)


Cudowne lokalne trawy





I jeszcze tylko ulubione widoki



Burza nadeszła w drodze powrotnej. Znowu jechałam w ścianach deszczu, ale że deszcz jest dobry dla roślin, to niech pada.