Jechałam dzisiaj do Borkowa w oczekiwaniu, że jaśminowce rosną, a staw będzie tylko trochę zaglonowany. Na szczęście chociaż jedno się udało i jaśminowce rosną, mają sporo zielonych listków, chociaż wegetacja tam, na otwartych polach jest zdecydowanie późniejsza w stosunku do tego co jest na Młocinach.
Staw natomiast to właśnie moja syzyfowa praca. Oto co zastałam
Obrzydliwa gęsta zupa. Sprzątanie tego paskudztwa zajęło mi prawie cały dzisiejszy pobyt w Borkowie i co gorsza wiem, że jak przyjadę za tydzień, albo gorzej dwa, staw będzie wyglądał tak samo. Syzyf pewnie czuł się podobnie ;-)
Ale kiedy skończyłam wyciągać to zielone paskudztwo, staw znowu cieszył widokiem czystej tafli wody. Pałek zdecydowaniu za dużo, ale poziom wody nadal dość wysoki i nie mogę sięgnąć do kłączy, by część powycinać.
Posadziłam Wierzbę Sachalińską zwaną też smoczą
Zabrałam deski do pocięcia na wąską ścieżkę nad stawem, zrobiłam obchód roślin.
Tawułki i derenie
Róża błotna
Zielone strumienie
Popatrzyłam sobie na mój Borków, myśląc ile mogłabym tu jeszcze zrobić, ale coraz większe zimno wygnało mnie do domu. Jak odjeżdżałam zaczęło padać.


























































