piątek, 17 sierpnia 2018

Relacje z placu budowy ;-)


A plac budowy mam nad rzeczką. 


Drewno jako tako posortowane, pierwszy odcinek płotka gotowy.


Widok w drugą stronę. Miałam zamiar postawić tu płotek także, ale szkoda mi tej przestrzeni.


Reszta działki pozostawiona ostatnio sama sobie. Zarasta, ale nawet mi się to podoba. Chyba susza powstrzymuje zbyt bujną wegetację. 

Staw prawie nie istnieje, woda tylko w połowie, a ptactwo chętnie korzysta z tych resztek. Wczoraj niechcący wypłoszyłam stado rudych ptaków. Ależ był łoskot skrzydeł, kiedy nagle poderwały się do lotu. Nie jestem pewna, jakie to ptaki, ale sadząc po ich krzyku, to były derkacze.

Lilie błotne ;-) Błotne, bo już nie wodne. Chyba dadzą radę, przestały jedynie kwitnąć.


Miałam dzisiaj jechać zbierać jabłka na Młocinach, ale nie dam rady. Dzień jakiś gorący od rana, a ja chyba przesadziłam wczoraj z pracami przy płotku.

Jutro też jest dzień, jabłka sobie poleżą w trawce ;-) I tak większość tych spadów jest niestety tylko do wyrzucenia teraz.


czwartek, 16 sierpnia 2018

Nowe meble na taras i deski na płot


Jak zwykle wszystko naraz ;-)

Na meble czekałam od maja, bo to ręczna robota, a zamówień kolejka. We wtorek dostałam wiadomość, że producent wysyła moje zamówienie i będzie na czwartek.  Tartak też potwierdził dostawę desek na czwartek. No i jak tu być w dwóch miejscach tego samego dnia? Bo meble na adres warszawski, deski oczywiście do Borkowa.

Rankiem dzisiaj wszystko rozwiązało się samo ;-) O 7.30 zadzwonił kurier i ustaliłam z nim odbiór paczek z samochodu do samochodu - podjechałam, gdzie akurat był i po problemie. 

Jak tylko dojechałam pod bramę w Borkowie zadzwonił Tartak, że już jadą i rzeczywiście w chwilę potem byli. 

No to mam paczek, a paczek ;-))))

Meble w samochodzie, deski na trawniku, do tego przy bramie, a nie nad rzeczką. OMG czeka mnie dzika harówka z przemieszczeniem tego od bramy do furtki, jak ostatnio z kantówkami. 

Grunt to zachować spokój i robić wszystko według sensownego planu.

Najpierw meble. Wypakowane, przeniesione, zmontowane, stoją!



Nacieszyłam się króciutko wodą przy stole i do desek!


To są tzw. oszasty, w sumie drewno opałowe, bardzo tanie. Ale ja uwielbiam je za urodę tych obrzynów z pnia sosen, każdy inny, każdy piękny. Wymaga to pracy, selekcjonowania tych zwałów drewna, piłowania, by wybrać najciekawsze fragmenty, ale ile możliwości!


Przyznam, że rozcięcie takiej paczki to dla mnie niezwykle ekscytujący moment - co będzie w środku? Czy znajdę cudne deski na ławeczki, daszki dla uli, deski na nowe drewniane ścieżki?

Zanim rozcięłam pakiet desek - dla uspokojenia i odpoczynku - poszłam z aparatem uwiecznić mój dzisiejszy 'dżunglowy' Borków. Cudnie zarósł, jest trochę dziko, ale dla mnie to najpiękniejsze widoki.










A potem przerzucanie desek, sortowanie, układanie, cięcie. Pierwsze skuteczne użycie nowej piły - jak zawsze trochę emocji przy uruchamianiu nowego sprzętu - ale przecież zostałam przeszkolona przez sprzedawcę ;-) Poza tym ta piła to niemal sama tnie.


Sztachetki na płot przycięte. Jutro ciąg dalszy. 


Opatrzność nade mną czuwa niechybnie. Czy można mieć lepszy dzień?


sobota, 11 sierpnia 2018

Walk-in compost bay, czyli zagroda dla kompostu ;-)


Koniec zapowiadania projekciku, dzisiaj pierwsza prezentacja. Pierwsza bo do pełnej realizacji jednak jeszcze trochę zostało do zrobienia.

Najpierw kilka słów wyjaśnienia co do tytułu. Otóż mamy walk-in wardrobe coraz powszechniej i ta idea natchnęła mnie nieco innym podejściem do tego, jak może wyglądać miejsce na kompost. Bo że musi być, to wiadomo ;-)

U mnie to była brzydka sterta nad rzeczką :-(


Psuło to atmosferę miejsca, widok paskudny, ale w sumie mało widoczny, bo to jednak całkowicie ukryte miejsce i nikt poza mną i bobrami tu nie dociera. No ale jednak miejsce urokliwe, powinno być jakoś zagospodarowane, nawet jeśli bobry w natarciu ;-)


No i wymyśliłam, ze pryzmy kompostowe zostaną, tylko zrobię im śliczny płotek, za którym nie będą widoczne. Do tego o wiele łatwiej jest taką pryzmę kompostową tworzyć, warstwować, przerzucać, etc.

Pewną inspiracją był też ten film: How to build a Compost Pile

Słupki czekały soboty, a tu poranek jak ze złego snu. Leje. No przecież kocham deszcz! Staw mi wysycha, niech pada. No ale...

Po długich rozterkach jednak pojechałam i jadąc w deszczu całą drogę wierzyłam, że jak dotrę pod bramę Bobrowego Borkowa deszcz sobie pójdzie. 

I TAK BYŁO!

No to do roboty.

Najpierw musiałam inaczej ułożyć kompost, bo w obecnej formie nie pasował do moich planów płotkowych. Zresztą takie przerzucenie kompostu to bardzo zalecana czynność. 

No to przerzuciłam. 

Dwie godziny pracy widłami i oto taki widok: wielbłąd mi wyszedł ;-)


Ta przerwa między pryzmami ma znaczenie - łatwiej dzielić kompost, a do tego w płotku ma być furtka do tej zagrody kompostowej. Furtka na wprost tej właśnie przerwy.

W sumie zaplanowałam 'zagrodę' na dwie duże osobne 'komory', każda o wymiarach 2,5 x 2,5 metra. No to stawiam słupy.

Stoi pierwszy!


Stoi drugi



Pierwsza linia płotu jest

  
Więcej dzisiaj nie dałam rady. Wkopywanie tych kantówek jest jednak troszkę wyczerpujące. Reszta chyba od czwartku. Może i deski przyjadą....

Mam nadzieję, że nikogo nie rozczarowałam tym kompostowym projekcikiem ;-)



piątek, 10 sierpnia 2018

Plany a życie ;-)


Trzeba wiele konsekwencji i uporu, by zrealizować cokolwiek. No chyba że zakupy w centrum handlowym ;-). To akurat łatwizna, o ile nie trafi się nam nowa niedziela. Inne poczynania - przynajmniej w moim wydaniu - to droga pod stromą górę. Pisałam niedawno, że mam w planie mały projekcik budowlany i bez drewna nic nie zrobię. 

Dzwonię do tartaku codziennie i codziennie słyszę: jutro, Pani Krysiu, jutro.

Zawsze jest jutro, aż wczoraj miało być dzisiaj. 

Od rana siedziałam w Borkowie czekając na dostawę z tartaku. A że dzień afrykański pod względem pogody, postanowiłam oszczędzać siły na później. Łaziłam po okolicy, robiłam zdjęcia, płoszyłam bociany i czekałam.

Czas mile spędzony. Takie cudo obok mnie rośnie.



Głównie jednak rosną brzozy i nawłocie.



Zewnętrzne spojrzenie na posiadłość ;-)


A tu moje własne brzozy za płotem


Potem znowu zdjęcia, ale już u mnie.


Siewki rudbekii od znajomej. Niemal każda inna, a jedna całkiem 'kudłata' ;-)



I nowe ozdoby tarasowe. Zdobyczna makownica.



Ankh - dzieło mojego syna w czasach szkolnych. Wyrzeźbił dla mnie. Piękny symbol, bezcenna pamiątka, teraz nie tylko ozdoba, bo to też potężny talizman.



Czas płynął, drewna ani śladu. No to dzwonię znowu do tartaku i słyszę: no nie dam rady, Pani przyjedzie i zabierze słupki, przecież to malizna. No to co miałam robić?

Pojechałam i przywiozłam. No malizna! 10 kantówek 12x12 o długości 2 metrów! Biedny fordzik, jak on ze mną wytrzymuje;-)


Wypakowane, teraz to jeszcze przetransportować nad rzeczkę, czyli spacer z belką od bramy do furtki, 60 metrów razy 10. W temperaturze 39 stopni, jak pokazał termometr w samochodzie! 



Tyle że to tylko słupki. Czeka mnie walka o deski, a tych sama nie przywiozę. Belki nad rzeczką czekają do soboty.

Cześć misiunio, do zobaczenia ;-)


niedziela, 5 sierpnia 2018

Nad rzeczką



W oczekiwaniu na drewno zabrałam się za porządkowanie poletka nad strugą, zwaną też rzeczką, a przez miejscowych rowem melioracyjnym ;-) 

W rzeczywistości był to rów melioracyjny, ale było to w innym stuleciu, biorąc pod uwagę drzewa jakimi obrósł. 


Kosiłam, grabiłam, co przy obecnej pogodzie graniczy z brakiem zdrowego rozsądku. Jakoś przetrwałam, ale noc była trudna, do tego burzowa a poranek deszczowy. I jakoś także to wygląda ;-)


A tu próby pracy z dołownikiem.




Co za narzędzie!

Gryzie glebę bez żadnego wysiłku z mojej strony. Ja tylko sobie kręcę za te super uchwyty. Nawet nie muszę zrywać darni. On zrywa! Kupiłam go do słupków, ale wygląda na to, że przyda się przy sadzeniu nowych roślin.

Natura przy płocie i w polu.




Do środy ?

czwartek, 2 sierpnia 2018

Drewno, piła, budowa ;-)



Pisałam o tym kilka dni temu na drugim blogu.

Mam w planach realizację malutkiego projektu, ale szczegóły zdradzę, jak się już uda. Bo moje plany niestety czasem upadają z rozmaitych powodów. Na razie idzie nieźle. 

Piła jest! Właściwie pilarka spalinowa do prac wokół domu ;-)



To jest narzędzie do małych prac ogrodowych i przydomowych. Ma dwa wspaniałe usprawnienia, cytuję za stroną STIHL'a: 

Wśród kompaktowych pilarek STIHL znajdą Państwo modele: komfortowe (C), z błyskawicznym napinaczem piły łańcuchowej (B), systemem STIHL ErgoStart umożliwiającym łatwy rozruch

I to jest to. Żadnego szarpania za sznurek, ani biegania po narzędzia by napiąć łańcuch.

Mam ukochany sklep/serwis STIHL'a - nie tylko sprzedają, uczą, szkolą, pomagają. Chyba z 15 minut byłam 'instruowana' jak się tym strasznym narzędziem posługiwać ;-)

Drewno zamówiłam wczoraj. Wizyty w tartaku uwielbiam. Uroda drewna jest tam w całej okazałości. Jedyny problem, że równie uroczy właściciel tartaku jest nieco niesłowny i nie wiem kiedy drewno dojedzie. Na pewno nie na jutro :-(

Pozostaje czekać.