wtorek, 7 października 2014

Są drzewa!

Jak zwykle niezawodna szkółka Konieczko dostarczyła dzisiaj kurierem zamówione drzewka. Widok 'przesyłeczki' - jak przez telefon zapowiedział się kurier - wprawił mnie w lekką konsternację. Wielka, ponad 2 metrowej wysokości paka nieco mnie przeraziła. 

Dostarczona do mieszkania w stolicy, przeznaczenie ma przecież do Borkowa. 

Jak ja to zataszczę do samochodu. 

Przez chwilę rozważam poproszenie kuriera, by jednak zawiózł pakę do samochodu, ale szybko rezygnuję. Oznaczałoby to, że drzewka będą stały w tym pudle następną dobę, jako że do Borkowa jadę dopiero jutro. Paka zostaje, a ja chwytam nożyce i zaczynam dobierać się do drzewek.

Pudło rozcięte, a w środku taka mumia ;-)


Chwilę potem w moim mieszkaniu wyrasta lasek. Lasek mieszany, ale liściasty. Tym razem nie zamówiłam żadnego iglastego, ale też będą. Są brzozy, jarzęby, graby, czarne olsze i czerwone dęby.


Uwolnione z plastikowych osłon wszystkie wędrują na taras, gdzie po obfitym podlaniu poczekają do jutra. Jutro wielkie sadzenie. Dzisiaj tez wielkie sadzenie, ale cebulowych na Młocinach.

Graby


Brzózki



Wyjątkowo piękne okazy Dębu czerwonego.


Wszystkie drzewka ponad 1 metr wysokości, ładne i silne. Nie licząc posadzonego Rokitnika i rozmaitych roślinek wokół stawu, to tak naprawdę pierwsze poważne nasadzenia w Borkowie, a biorąc pod uwagę, że kiedyś będą to wielkie drzewa, muszę bardzo, ale to bardzo ostrożnie przemyśleć plan nasadzeń. 

Nie umiem robić planów na papierze. Nie widzę tego. Tak przy urządzaniu po raz kolejny mieszkania, czy przy obsadzaniu ogrodu na Młocinach, ustawiam meble, czy rośliny i widząc efekt wiem, czy będzie dobrze, czy źle. Meble można przestawić, małe rośliny przesadzić, ale posadzone drzewa zostaną tam na długie lata, także kiedy mnie już nie będzie.

Będę jutro tańczyć z drzewkami po moim polu, tylko czy wystarczy mi wyobraźni, by zobaczyć je, jako wielkie okazałe, stare drzewa?

Czas pokaże, nie wiem tylko, czy ja to jeszcze zobaczę...


czwartek, 2 października 2014

Była trawa, nie ma trawy...

Dzisiaj kolejny dzień walki z pokosem. Wysoka trawa z 1200 mkw to jest naprawdę kolosalna objętość, ale już w metrach sześciennych. Kilkanaście stogów sianka na kompost przerobić nie sposób, poza tym domieszki skrzypu bagiennego, traw z nasionami dyskwalifikują takie trawy na przeznaczenie kompostowe.

Przyznam też, że palenie takiego pokosu to też nie jest łatwa sprawa. Pali się pozornie dobrze, ale to spalanie dotyczy jedynie suchej trawy, reszta, ta wilgotna tworzy hałdy czarnego półproduktu - ani to popiół, ani to trawa i nie wiadomo co z tym robić. 

Walczyłam z tymi stogami cały dzień, pilnowałam ognia jak Westalka, bałam się o nieprzewidziane rozprzestrzenienie się ognia poza wyznaczone miejsce, ale to akurat nie było trudne.

Część i to znaczna poszła jednak na kompost. Za radą sąsiada rozsypałam część traw pod drzewkami sąsiednich nieużytków, gdzie powoli porasta młodniak. Głównie brzozowy lasek. Tam te trawy nie zaszkodzą a i drzewkom będzie lepiej.

W efekcie dzisiejszych prac teren działki czysty i gotowy na nasadzenia drzewek. Ta górka w oddali po lewej, to mój przyszły skalniak. Była tu pryzma ziemi po kopaniu stawu, teraz zarosła trawami, kiedyś ją zagospodaruję. A ta czarna plama na środku, to ognisko, gdzie wypalałam trawy. I tu zostanie, tylko obuduję je kamieniami, wykopię dół, zrobię ławki wokół....


A staw bez zmian. Czysty, przejrzysty, coraz więcej tataraku. 


Nie wytrzymałam też z drzewkami i nie czekając na zamówienie, które ma być w listopadzie, kupiłam trochę drzewek, które mają być za kilka dni. 

A więc za tydzień sadzę drzewa!

Wtedy też napiszę jakie i jak mi poszło z kopaniem dołów pod te moje nowe nasadzenia. Spodziewam się niezłej walki z ugorem.

Zapomniałam, że mam jeszcze zdjęcia moich brzózek-sąsiadek


Taki ma widok od mojej bramy. Te samosiejne młodniaki idą do mnie ze wszystkich stron. Mam nadzieję, że bobry zimą nie wytną tych wszystkich brzózek w pień. A kolory takie płomienne, bo to zachodzące słońce po drugiej stronie pola rzuca takie ogniste światło. 

środa, 1 października 2014

Drzewa

Miałam dzisiaj jechać do Borkowa kończyć trawy spalanie, ale stan zdrowia i burość pogody zatrzymały mnie w domu. Żeby jednak coś dla mojej wiejskiej posiadłości dzisiaj zrobić złożyłam wreszcie zamówienie na drzewa, które planowałam w tym roku posadzić. Miało być 30 drzewek, wyszło 46!

Od dawna planowałam brzozy i czarne olchy i jarzębiny. I są. Dodałam czerwony klon


Nazywa się to cudo Klon tatarski Ginnala. Zdjęcie z serwisu firmy sprzedającej wspaniałe drzewka. Jedyny problem, że kopią je dopiero po 15 października, więc sadzonki przyjadą do mnie dopiero pod koniec miesiąca. Uważam jednak, że warto czekać, bo wiem że mają wspaniałe rośliny a i ceny są bardzo przystępne.

Kupiłam też czerwone dęby

 

i dla jej niezwykłej urody wierzbę smoczą.


Wygląda na to, że będę je sadzić w listopadzie. Oby zatem zima nie przyszła zbyt wcześnie.




środa, 24 września 2014

Prace polowe

Borków jesienią, palenie trawy, sprzątanie jej najpierw z całej łąki. 6 godzin ciężkiej pracy w absolutnej ciszy, w spokoju wiejskiego otoczenia, z dala od wszystkiego... Co za przyjemność.

A że ruszać się nie mogę ze zmęczenia? Nic to, łąka prawie czysta, ale sporo jeszcze zostało do spalenia.


 

środa, 17 września 2014

Wielka zmiana

Stało się! Trawa skoszona, nie ma już łąki, jest pusto, ale też wiem, że czas był najwyższy, by trawsko skosić. A oto rolnik-sąsiad w akcji


Jak widać są jeszcze fachowcy, co kosę dzierżyć potrafią i do tego naprawdę precyzyjnie.


Tyle tylko, że po 3 godzinach machania kosą, Pan Mirek poszedł jednak po skuteczniejszy sprzęt. 


Po skoszeniu kawałków, gdzie traktor by nie wjechał, na większą część działki Pan Mirek wjechał traktorem i resztę skosił kosiarką rotacyjną.


Wiekowy ojciec Pana Mirka przyszedł z pomocą


a potem poszedł czarny dym i ... po trawie ;-)





Teraz trawa leży sobie i się suszy. W następnym tygodniu czeka mnie zgrabienie tego wszystkiego i jednak spalenie, bo kompost zmieszany ze skrzypem błotnym to nie jest dobry pomysł.

No nie ukrywam, że łyso to wygląda, a działka straciła klimat, ale też wiem, że to tylko kolejny etap. Teraz łatwiej mi będzie sadzić drzewa i krzewy, chociaż i tak to będzie trudne zadanie. Przygotowanie miejsc pod nasadzenia oznacza tutaj wykarczowanie trawy, a to nie jest taka miejska trawa trawnikowa ;-)

A oto krajobraz po bitwie :-(






 
I jeszcze moje pierwsze nasadzenia sprzed 2 tygodni. Niesamowite, ale wszystkie sadzonki rosną. Nawet wielki Rokitnik! Wprawdzie stracił liście, ale pędy żyją, nieco je skróciłam i wiem, że na wiosnę będzie spory krzak Rokitka!


A staw bez zmian, coraz więcej ciekawych roślinek, sporo situ, sporo nowych pędów tataraku i niesamowita liczba żab rozmaitego koloru. Tak czy inaczej pierwszy sezon w Borkowie coraz bliżej końca.


A zza płota widok sielski... ale też mnóstwo rur. Wieś się kanalizuje, trwają intensywne prace. Co cieszy, bo to oznacza czystość wód gruntowych, a i dla mnie kiedyś, możliwość łatwego przyłącza, gdybym się na to decydowała.



wtorek, 16 września 2014

Jutro....

Jutro wreszcie jadę do Borkowa. Znowu minęły dwa tygodnie. Minęły jak sen jaki złoty, bo nawet nie wiem kiedy, a wszystko przez pracę. No ale juz powoli wracam do normy. Młociny pod kontrolą, a ja jutro nadal mam nadzieję na rolnika z kosą. Tylko czy rolnik będzie nadal chętny?

Zawsze pozostaje wariant powrotu do kosy spalinowej. 

Zobaczymy jutro. 

No i co ja tam zastanę po tylu dniach ?

I tak właśnie walczę z myślami bez przerwy, kiedy czas i obowiązki nie daja szansy by być tam na wsi wystarczająco często.

A zatem jutro nowa relacja i nowe zdjęcia. Ciekawe jak ma się Rokitnik !

wtorek, 2 września 2014

Pierwsza rabata;-)

Dzisiaj to chyba jednak dzień historyczny dla Borkowa jeśli chodzi o zakładanie ogrodu. Bo jeśli powstaje pierwsza rabata, to chyba jest to krok w kierunku ogrodu, czyli odchodzenia od łąki z chaszczami. Ja nic przeciw chaszczom nie mam, ale jak wiadomo ogrodowy proces wymaga zmian, no więc je jakoś tam wprowadzam.

Ja mam świadomość, że dla ewentualnego czytelnika tego bloga, to u mnie nic się nie dzieje, bo nie ma spektakularnych zmian, nie powstaje w kilka dni ogród w miejsce ugoru, nie ma pięciu ekip, kompletu wyrośniętych  roślin, które od razu stworzą ogród. No nie ma też kilku ekip ze sprzętem, które w mig zmieniają krajobraz.

No bo to nie te możliwości finansowe, ale też nie ta filozofia tworzenia ogrodu. Wiele razy pisałam, że 'ogród ze sklepu' to nie moja bajka. Co to znaczy?

A no to, że  przyjedzie ekipa, która ciężkim sprzętem przeora wszystko, a potem przywiezie wszystko i posadzi i ogród gotowy. Tak też można, tylko na to trzeba dużych środków, ale co ważniejsze - trzeba chcieć oddać komuś to, co jest w ogrodzie najważniejsze - tworzenie go od podstaw samemu.

Toteż tutaj dzisiaj będą takie obrazki z tymi, jakże żałosnymi, pierwszymi nasadzeniami. Ale ja jestem przekonana, że i to jest droga do budowania ogrodu.

I oto mam zaszczyt zaprezentować pierwsze próby rabatowe ;-)))




Jak widać Rokitnik jeszcze zwiesza listki, ale jest szansa, że pomimo wielkości krzewu, da radę. Zawsze mogę go ściąć i wtedy na pewno da odrosty.


No i teraz to jest pożegnanie traw, bo w następnym tygodniu Pan Mirek, okoliczny rolnik, skosi wszystko. Ręczną kosą! Jak to drzewiej bywało!  Skosić trzeba przed zimą, by łąki pięknie zakwitły znów na wiosnę.


Kolory nadal w Borkowie liczne







A plaża nad stawem nadal słoneczna



Za tydzień kosimy trawy, duże przeżycie dla mnie. Rozważałam wiele wariantów tego koszenia - kupno kosy spalinowej, wynajęcie kogoś z taką kosą, okazało się jednak, że jest opcja człowiek + kosa, taka tradycyjna, do tego koszt niewielki. Ekologicznie, bezpiecznie, żadnych spalin, czyż to nie piękne, że nadal są ludzie. który wiedzą jak używać kosy, zwykłej kosy?