wtorek, 28 marca 2017

Totalna porażka


Wróciłam z Borkowa z poczuciem strasznego nieszczęścia. Dotąd moje ogrodowe poczynania raczej mi się mniej lub więcej udawały. Do czasu. Decyzja o utwardzeniu podjazdu gruzem ceglanym to była chyba najgorsza możliwa decyzja.

Zmasakrowałam krajobraz bardziej niż dziki i teraz nie mam pojęcia, jak z tego wybrnąć. To co zobaczyłam po podjechaniu pod moja ukochana bramę, było jak koszmarny sen. Wykonawca po prostu mnie oszukał i zamiast drobnego i czystego gruzu ceglanego niskiej frakcji, zwiózł mi pod działkę śmiecie budowlane. Kawałki cegieł wielkości kilkunastu centymetrów, całe cegły, kafelki, szkło, drewno, śmiecie rozmaite, to wszystko wprasowane w miał ceglany znajduje się na moim podjeździe.


Bardzo źle to wygląda. Teraz wykonawca ma to czyścić, usunąć te wszystkie śmiecie, ale i tak już nie będzie tak jak było. Nie wiem co z tym zrobić :-( 


Do tego staw znowu w glonach



Przyznam, że niemal nic nie zrobiłam, bo straciłam całą przyjemność bycia w Borkowie.

piątek, 24 marca 2017

I znowu nie jadę do Borkowa :-(


Od 8 marca w każdy kolejny wolny dzień planuję jechać, ale zmieniam plany za każdym razem, z powodu ciągłego deszczu. 

Woda nadal wysoko, dojazd nie skończony, roboty wprawdzie zaawansowane, ale rozsądek nakazuje poczekać. Poza tym - tak jak pisałam w tym blogu  - Pan Karol, wykonawca prac drogowych,  wręcz zakazał mi oglądać nieskończone prace.

A Pan Karol ma doświadczenie z tymi terenami, bo akurat jest stąd. Wiedza o gruntach, na których się pracuje ciężkim sprzętem, to na pewno dodatkowa gwarancja.
Dodam, że w rozmowie o moim ceglanym podjeździe, nagle uświadomiłam sobie, że czerwone drogi są mi przecież niezwykle bliskie. To przecież wszystkie afrykańskie ścieżki moich nigeryjskich lat, laterytowa ziemia o czerwonym zabarwieniu z powodu tlenków żelaza.

Teraz więc czekam i tylko oglądam zdjęcia, co mi sąsiad dobry co parę dni przysyła. Dzięki niemu jestem w Borkowie, chociaż mnie nie ma ;-)

To zdjęcie z 17 marca


Woda akurat opadła, teraz znowu są rozlewiska.

Muszę czekać, ale dzisiaj ma być koniec robót. Przecież chyba się doczekam :-)



środa, 8 marca 2017

Prace drogowe zakontraktowane!

Niestety! 

Moje wcześniejsze pomysły, że z łopatą pokonam zniszczenia zrobione przez dziki, musiały ulec zmianie w konfrontacji z rzeczywistością. 

Skala zniszczeń i kompletny brak dojazdu zaowocowały telefonem do miejscowego speca od nawierzchni i już po godzinie rozmów i negocjacji oraz sporej dziurze w finansach mamy plan. 

Pan Karol zwozi gruz ceglany i prasuje mi dojazd na czerwono ;-)

No bo co tu innego można zrobić?  




Mój samochód daleko w tle, u sąsiada, ale nie chciałam ryzykować. Dziury na pół metra, do tego to wszystko nadal bardzo mokre.

Ceglany gruz to z jednej strony najtańsza wersja wypełnienia tych dziur, a z drugiej strony to naturalny materiał. Po utwardzeniu dziki tego nie rusza. Przynajmniej taki jest plan.

A na działce woda nadal wysoko - to mnie nie dziwi, bo tak jest co roku. Od kwietnia do stycznia za to jest sucho, więc te lutowo-marcowe potopy mnie nie martwią. 

Do tego miejsce pod dom suchuteńkie! Pomimo jednak znacznie wyższej wody w tym roku.



U sąsiada podobnie


W strumieniach pełno



Tablica bez zmian ;-))) tylko mokra


Ul pięknie odbija się w rozlewiskach, ale stoi na suchym!



Plaża bez zmian


Na skarpie derenie czas ciąć, ale zimnica dzisiaj taka, że poza ustaleniem robot drogowych uciekłam do domu.



Wracając zastanawiałam się, jak to jest, że kawałek podmokłej łąki ma taką magnetyczną siłę angażowania mnie w każdą walkę o jej kształt, o to by jednak była moim kawałkiem miejsca na tej planecie. 

Tu nic mi nie straszne, nawet 'dobra zmiana' a jutro - wierze w to głęboko - Europa sprawi mi prezent.

Dawno już na niczym nie zależało mi tak bardzo ... 



czwartek, 23 lutego 2017

Przywrócenie...

Jeszcze tam nie byłam, jeszcze z trudem piszę, jeszcze brak sił...

Choroba przyszła i poszła, tylko mnie w tym wszystkim brak. Walczę, przecież wiosna zaraz, przecież dom mam stawiać...

Tylko dlaczego tak brakuje siły...

A tam wiosenne potopy


środa, 11 stycznia 2017

Plany, plany, plany...


Mróz i praca, dużo pracy, więc żadnych wyjazdów do Borkowa na razie nie ma w planach, ale za to są wielkie plany dla Borkowa :-)

Od tygodnia ustalałam wszystkie szczegóły i oto jest data kiedy - o ile nic się nie wydarzy - w mojej głuszy będzie wreszcie mały drewniany domeczek. To 25-26 kwietnia, a miejsce od dawna znane


Wrysowałam domeczek w zdjęcie z kwietnia ubiegłego roku ;-)


Drewniany domek, 20 mkw. Jest też duży zadaszony taras i antresola do spania. Jak dla mnie pełnia szczęścia. 

Teraz tylko czekam aż zima się skończy, by uporządkować dojazd po harcach dzików, przygotować miejsce pod domek i czekać na kwiecień. 

Majówka powinna już być w nowym domku :-)


piątek, 23 grudnia 2016

Grudniowo z Borkowa.


Grudniowo, ale nie świątecznie.

Teraz już spokój natury jest mi bliższy, niż kalendarzowo narzucone świętowanie. Oby każdy z nas był wolny na tyle, by spędzić ten czas wolny od pracy tak, jak mu w duszy gra. Niekoniecznie z karpiem, choinką i prezentami. 

   
Z radością, wolnością, przyjemnością.

środa, 7 grudnia 2016

Biały zachwyt


Byłam w Borkowie!

Chociaż ukochany Focus nie jest samochodem na zaśnieżone polne drogi w dodatku rozryte przez dziki, dojechaliśmy i wróciliśmy, ja i Pan Focus. 

Wprawdzie nie dojechałam do mojej działki, tylko zostawiłam samochód pod bramą sąsiada, a dalej - po zmianie butów z miejskich na traperskie ;-) - poszłam na piechotę. To tylko kilkaset metrów, ale śnieg przykrył zasadzki przygotowane przez dziki i parę razy z trudem wyciągałam nogi z głębokich wyrw w ziemi. A przez moment zaraz po przyjeździe nawet pomyślałam, żeby spróbować dojechać pod moją bramę - no to w tej głuszy bym raczej została z focusem na dłużej.

 Wszystkie te trudności wynagrodziły mi bajkowe widoki mojej ośnieżonej głuszy







Zabrakło jedynie zapowiadanego słońca, stąd widoki w tonacji szaro-szarej, ale wcale mi to nie przeszkadza. Nawet ma to swój specjalny nastrój, odpowiadający charakterowi tego miejsca.

A u mnie? 

Strumień wartko płynie



Po bobrzej tamie ani śladu

  
Śladów na śniegu rozmaitych mnóstwo




 Tu pod śniegiem mnóstwo pułapek zastawionych przez dziki ;-)


Staw zamarzł, ale ma dekoracje na święta ;-)





Drzewka i krzewy też w dekoracjach






  
Wszystko pod sniegiem






Jak zawsze żal wyjeżdżać, nacięłam sosnowych gałązek do domu, niemal zakopałam się przy wyjeździe przy nawracaniu, ale czarniutki się spisal i szczęśliwie wróciliśmy do domu.

Na wiosnę czekają mnie prace drogowe ;-)