Brzmi jak groźba, ale to tylko plan, co zrobić z tym nietrafionym pomysłem na podjazd.
Pomysły są dwa. Pierwszy, to najpierw solidne wysprzątanie tego całego śmiecia, podrównanie, a na to kamień, taki sam jak na ścieżkach. Wtedy domek będzie mógł przyjechać, a wygląd podjazdu - mam nadzieję - będzie estetyczny i do przyjęcia.
Drugi, bardziej radykalny pomysł. W piątek zobaczę jak to wygląda i jeśli nadal będzie to wielka grecka katastrofa, to będzie wywózka tego całego chłamu, tak by jedna cegiełka nie została. Potem nawiezienie ziemi i niech tam trawa znowu rośnie. Za dwa miesiące będzie jak było nawet przed dzikami. Tylko wtedy żaden samochód tam w tym roku nie wjedzie, chyba że nagle zanikną deszcze.
A jak żaden samochód nie wjedzie, to domku nie będzie. Ale wolę go nie mieć, niż patrzeć na to śmietnisko, bo żadnej przyjemności z przebywania tam chwilowo nie mam.
Opcja z kamieniem chyba jest optymalna, ale znowu bardzo się boję, jak to będzie wyglądało.
Chętnie przeczytam komentarze zaglądających, szczególnie z własnych doświadczeń w zakresie drogownictwa ;-)))).
A było kiedyś tak pięknie...




