środa, 13 marca 2019

Kwiaty i prezenty


Kolejne cudne prymule. Odmiana wysoka i co za kolor!


A ze za oknem deszcz, wieje, zimno, tylko czasem wychodzi słońce pozostaje cieszyć się tym wszystkim w zaciszu domowym. Do czasu, wszystkie te rośliny trafią na wieś, jak pogoda pozwoli.

Razem z nowym kąpieliskiem dla ptaków ;-)




Farba na żeliwie jeszcze zbyt świeża, jak  dostanie patyny, będzie cudny gadget.


A ja świętuję, odbieram telefony od dawno zapomnianych przyjaciół, koresponduję z synem i czekam na prawdziwą wiosnę.

czwartek, 7 marca 2019

Wiosenne porządki i nowe meblowanie ;-)


Zacznę od nieszczęsnych mebli ;-)))

Koniec zmagań, wszystko na miejscu i na 99% jestem happy. Teraz tylko czekam, aż wszystko zszarzeje, nabierając patyny czasu.

Dzień w Borkowie oczywiście zaczęłam od montażu mebli, ale to już akurat żaden dla mnie problem. Techniczne nie jeden Pan miał by ze mną trudno ;-) Mam zestawy narzędzi na każdą okazję i co więcej wiem do czego służą oraz jak ich używać.

No to stoją tam, gdzie miały stać.  


W wersji z dekoracjami to wygląda tak



Tak dla przypomnienia te meble z ubiegłego roku są w chacie


A te derenie w koszu to oczywiście efekt ciężkiej pracy strzyżenia ;-) Dereń nie cięty to nieporozumienie. Wyrośnie wysoko, łysy dołem, straci wszelkie proporcje.

Cięłam dzisiaj ostro, ale nie przy gruncie, bo to jest moim zdaniem nieuzasadnione tracenie życia krzewu. Tylko podłoża nie dałam rady wyczyścić, ale były inne pilniejsze prace. Za tydzień będzie zrobione.


 W kolejce były rabaty z bylinami nieściętymi jesienią, a tu zielone idzie!






A w domku kilka nowych dekoracji. Kupione w Anglii miechy do kominka oraz bardzo stare narzędzie szewskie. Podobno. Pewna nie jestem.




Jeszcze tylko kotki na smoczej


Wiosna :-)

Dalsze roboty next week. A jest co robić! No ale jak zawsze pewnie dam radę ;-)

 

środa, 6 marca 2019

Maluję 2 ;-)


A raczej powinnam napisać usuwam malowanie.

Za nic nie mogłam zaakceptować efektów 'rozmazanej jajecznicy' ;-)  Zamieniłam tym razem łazienkę w kolejny warsztat, tym razem myjnię do drewna. No cóż, za błędy trzeba płacić. Uwierzyłam etykiecie i obrazkom na niej, to mam paskudę.

Płyn do naczyń, druciak z nitek stalowych, ciepła woda i ciężka praca, to wspaniały plan na dzisiaj.


Jest lepiej, ale jeszcze nie jest to efekt, który mi odpowiada.


Myję, suszę i znowu myję i szoruję.


Niemal u celu, a to przetarcie nawet fajnie wygląda. Tylko te zażółcenia jeszcze muszę usunąć, ale to już coraz bliżej celu :-)


Jutro meble będą już stały w Borkowie, wtedy pokażę finalny efekt.

wtorek, 5 marca 2019

Maluję


Tym razem meble na taras.
Kupiłam zawczasu u mojego drwala, bo potem ma terminy na jesień. To meble na taras, bo tamte co były poszły do salonu ;-)

Piszę 'drwala' bo to jest gruba prosta decha, konstrukcja prosta, tylko drewno surowe, niemalowane i trzeba samemu coś z tym zrobić. Wybrałam tym razem tylko gruntowanie, bez koloru, bez innych dodatków, byle drewno zabezpieczyć. Ale zabezpieczenie takiego surowego drewna - jak się okazało - to wiele godzin pracy, bo drewno 'pije' bez końca, wybarwienie nierówne, tak więc kolejny dzień w zamienionym na warsztat salonie - na zewnarz nadal za zimno -  sączę impregnat w moje nowe meble....

A powinnam dzisiaj sączyć wino, bo to moje urodziny. 69!

Nie narzekam, bo mam co robić, lubię żyć, pomimo tych lat.   

No to tak to wygląda na dzisiaj wieczór.




Nadal nieco 'łaciate', ale to świeża warstwa jeszcze schnie. Jutro będę domalowywać.

A na parapecie moje bylinowe kapersy. Ten widok za oknem, to mój zimozielony ogród osiedlowy ;-) Mieszkam w bajecznym ogrodzie w centrum stolicy.



Syn pije za moje zdrowie ziołową nalewką w Azji, nie ma go tutaj, ale najważniejsze jest to, że jest szczęśliwy.


wtorek, 26 lutego 2019

Nowe rośliny


Wiem, wiem ;-)
Nie należy wierzyć prognozom, a marzec może jeszcze pokazać co potrafi.

Ale!

Dzisiaj w moim codziennym sklepie, a raczej wtorkowym, bo wtorek to emerycki bonus, a ja nie daruję jak mogę dostać 10% zwrotu, zobaczyłam te 'kapersy'. Piszę w cudzysłowie, bo to żadne kapersy, a wspaniałe sadzonki - in my opinion. 

Ale to pokaże za chwilkę. Piękne bylinki na obrazku, do tego moje ukochane, nachyłek, firletka, krwawnik. Miałam na Młocinach, ale tam wszystko pada, poza krzewami. To ogród w środku stolicy, obok Most Północny, ogród zdycha a ja dojrzewam do rozstania :-(


Po rozpakowaniu takie ślicznotki.


Za 3.99 sztuka to jest sztuka ;-)




Poza firletką, która da radę na rabacie przy bramie, nachyłek i krwawnik pójdą na skarpę. Tam ziemia piaszczysto-sucha.

I teraz muszę 'wyczuć' moment, kiedy je sadzić ;-))

Basiu, doradź, please!!!!!

 

poniedziałek, 18 lutego 2019

Szukam Afryki w Borkowie ;-)


Afryka wróciła do mnie ostatnio za sprawą maila od młodego człowieka z Kalifornii. Natrafił na mojego bloga o nigeryjskich latach, dodał komentarze, napisał do mnie, zaczęliśmy wspominać... Ruszyła lawina obrazów dawno zapomnianych, przeżyć, ludzi, całej niezwykłości tamtych lat.

Jadąc do Borkowa dzisiaj w ten słoneczny ciepły dzień zastanawiałam się, czy te borkowe 'sawanny' ;-) jakoś tam podświadomie przypominają tamte przestrzenie





Żart oczywiście, ale cenię Borków za brak innego sąsiedztwa, trawiaste - dwukośne ;-) - łąki wokół, naturę w mało skażonej postaci.

Domek w słońcu


konewka na miejscu

  
staw nadal pod lodem



ale życie się jednak budzi. Wszystkie olsze w pąkach


małe kalinki aż kłują w oczy czerwienią


runianka pięknie się rozrasta


a smocze pastorały w kotkach


Mój Borków na teraz wspaniale wystarcza za nigeryjskie przestrzenie. Po latach wędrówek po świecie może nadal czasem tęsknię za tamtymi wrażeniami, ale jak już tu jestem, to wiem, że na wszystko jest w życiu właściwy czas. Tu i teraz mi dobrze.

 

poniedziałek, 11 lutego 2019

Przebieram nogami z niecierpliwości ;-))))


Te wiosenne i słoneczne godziny wpędziły mnie w nerwowy stan i już bym jechała pracować w Borkowie. Wiem, że to pogodowe zawirowania i zmyłki. Na wiosnę trzeba poczekać. Cierpliwie.

Cierpliwie?

No to akurat nie jest moja cecha. U mnie od zawsze było - co masz zrobić jutro, zrób dziś - tyle że akurat w przypadku prac ogrodowych to nie zawsze trafiona koncepcja.

No to siedzę przy komputerze i rozmaite zakupy robię ;-) by chociaż tak być bliżej Borkowa. Jeździć tam też nie za bardzo jest sens częściej niż 2 razy w miesiącu. Pewnie zrobię sobie Borkowe Walentynki w czwartek, jeśli tylko uda się wyjechać z oblężonej stolicy. Oblężonej z powodu szczytu na szczycie, alertów, ochrony, alarmów, etc.....

Dzisiaj przyjechał jeden z moich zakupów


Trochę bez sensu wygląda w mieszkaniu ;-)


W czwartek postawią koneweczkę na docelowym stanowisku w Borkowie.


Nie jestem tutaj wyjątkowo oryginalna, ale konewka w wiejskim ogrodzie musi być. Do tego ta ma nieco inny fason, a i solidna niemiecka robota. Sprzęt na pokolenia. Blacha jak na czołg, ale świetnie wyważona, w rękach leciutka.

Zamówiłam nowe meble na taras, bo te z poprzedniego roku jednak zbyt fajnie pasują w chacie wewnątrz.

Meble pokażę, jak już będą stały w Borkowie. Producent, a właściwie rzemieślnik ten sam, tylko model stołu inny.

A za oknem wiatr i deszcz ze śniegiem :-(