środa, 24 października 2018

Nie moje lisy



Nie moje, bo ja takich zdjęć nigdy bym nie zrobiła z braku umiejętności, sprzętu, a przede wszystkim z braku cierpliwości. Wczoraj za to cały wieczór spędziłam z lisami odkrytymi na blogach niezwykłych tropicieli naszej cudnej polskiej fauny.

Lis w locie, lis morderca ;-), lis przechera, lis kokiet - wszystko tam jest!

Obejrzyjcie koniecznie, bo takich zdjęć i takich tekstów nie za wiele w necie. 
Oba linki są obok w polecanych blogach.


czwartek, 18 października 2018

Chwytam to lato !


Jak carpe diem tylko trochę inaczej. 

Taka pogoda w październiku to jednak bonus od natury. 

Kiedy tylko mogę jestem w ogrodach. Wiem, że wkrótce będzie niemal zimowo, przyroda to pokazuje. Drzewa i krzewy zrzucają liście w zawrotnym tempie. Martwi mnie ta susza przed ewentualnymi przymrozkami. Obawiam się sporych strat roślinnych w tym roku.

Korzystając jednak z lata dzisiaj porządkowałam rabatę z głazami. Wyglądało pracy na godzinkę, po 4 godzinach i kilkunastu wiadrach chwastów, wyciętych z obrzeża traw rabata była gotowa.


Wszystkie posadzone rośliny mają się świetnie. Nie wycięłam kępy nawłoci, bo pięknie wygląda zimą obsypana śniegiem.




Moja ulubiona wariatka ;-)))) Wierzba smocza jest cudna!


Na pustej kiedyś skarpie, dzisiaj krzewy w całej krasie. To moje nasadzenia i jest to wielka przyjemność patrzeć na takie efekty. Wiosną będzie sporo pracy przy cięciu ;-)



Widoki zza płota. Pięknie natura komponuje. To kępa samosiejek. Nikt tego tak nie sadził.


Jutro tu wracam, mam nadzieję. Nocowanie w tych nocnych temperaturach tutaj, to jednak średnia przyjemność. Wolę przyjechać dzień po dniu, a wieczór i noc spędzić w moim cudnym domu w Warszawie.


czwartek, 11 października 2018

Udaję, czy jestem?


Jechałam do Borkowa. Samochodem. Wyjechałam 9.03. 

O 9.43 stanęłam przed bramą, tylko kompletnie nie pamiętałam żadnego szczegółu z drogi. 

Zastanawiam się w jakim stopniu prowadzimy samochód kompletnie automatycznie.  W sumie to jednak  cała sytuacja przeraziła mnie na tyle, że w drodze powrotnej głośno rejestrowałam każdy etap drogi. 

Ale nastój znowu mi padł. Do tego jakaś lawina złych wiadomości z pracy i mam znowu ochotę zostać kretem. Jakoś ratuję się tymi widokami i pracą, by takie były, ale nie odstępuje mnie pytanie - po co mi to?

A poza tym, jest jeszcze tyle do zrobienia i kiedy ja to zrobię?

No dobrze, jest kolorowo.









Ten pień brzozy jest dla mnie ilustracją efektów mojej pracy. Kiedy ją posadziłam w 2014 roku jesienią, była wątłym pędem. 

I to jest wartość życia. Nic go nie zatrzyma.

piątek, 5 października 2018

Znowu wśród żywych ;-)


Umęczona, udręczona, pokonawszy lawinę złych rzeczy i własną słabość, jakoś wylazłam z czarnej otchłani. Przez krótki czas miałam wrażenie, że nie dam rady. 

Nic nie miało sensu. 

Dwa tygodnie temu byłam tutaj, w moim cudnym Borkowie i miałam ochotę nigdy tu nie wracać.

Nie wiem skąd czerpię tyle siły, ale się pozbierałam. Mam nadzieję, że tak źle już nie będzie. Dzisiaj aż nie mogłam uwierzyć jak cudny jest Borków, taki rudo-zielony, pełen moich roślin, pełen mojej pracy i jej efektów, które w wielu miejscach są już na zawsze wpisane w ten mój kawałek ugoru.

Rozpaliłam wielkie ognisko, jak czarownica spaliłam w nim całe zło i już się nie dam :-)


Zachwycałam się kolorami







a kiedy ognisko wygasło czas było wracać. Jutro praca, czyli wszystko jak zawsze.



Znowu mam plany :-)

piątek, 14 września 2018

Dzień plażowy ;-)


Środa, 12 września, dzień upalny jak w środku lipca. W sam raz na zabawy w piasku ;-) 

No tak, mam bowiem plażę w Borkowie. Przy kopaniu stawu, na pewnej głębokości były już tylko pokłady piasku. To usypaliśmy z niego plażę i jest do dzisiaj. Jedynie skrzypem stale zarasta. Siedziałam sobie w piasku i wyrywałam to zielsko.

Już czyściutko.



Słońce w pęcherznicy


I ogólny widoczek na koniec. Dni jednak coraz krótsze, ja znowu 4 dni w pracy, mogę tu przyjechać tylko raz w tygodniu, ale dobre i to. Bo mam to miejsce. Raz wygląda lepiej, raz gorzej, ale jednak udaje się to jakoś utrzymać w ryzach. Nie jest to łatwe, bo to jednak dzika, naturalna łąka i pozostawiona na dłużej sama sobie zarośnie wszystko kompletnie.


czwartek, 6 września 2018

Staw


Oczyszczony z pałki. Pałka jest niewątpliwie równie piękna, co powierzchnio zaborcza ;-) Kiedy wczoraj przy pomocy pracownika z okolicznej wioski wytrzebiliśmy staw z pałki, aż samej trudno mi było uwierzyć że 4 lata temu posadziłam 3 malutkie korzenie.

Taki oto widok po paru godzinach szarpania, kopania, wyrywania


Oczywiście zostawiłam jedną kępę i wiem, że za rok będzie to samo, ale stawu bez pałki sobie nie wyobrażam.



I już po czyszczeniu czysty błękit wód ;-))))




Piękny, chłodny, jesienny dzień. Drzewa kolorowe, szarzeje po 19.00-ej, nieco żal, bo to już definitywnie koniec tego lata. Trudnego, upalnego, jakoś z wielu powodów bardzo dla mnie smutnego.


Może nie jest to klasyka muzyki, ale za to jakie widoczki !

Właśnie zauważyłam, że to mój 200-setny wpis w tym blogu, a sierpień był 50-tym, miesiącem 'borkowania'.

czwartek, 30 sierpnia 2018

A chabry nadal kwitną


Chabry górskie. Kwiaty ma cudne, nieco gorzej z liśćmi, bo szybko wyglądają nieciekawie, ale wycięta łodyga po kwitnieniu i zaraz obok wyrasta następna ;-) Tak, to ekspansywna rozłogowa roślina, ale w Borkowie takie są najlepsze. Po pierwsze dają radę, a tu warunki glebowe są naprawdę trudne, do tego niektórym odmianom udaje się pokonać skrzyp! W kępach dąbrówki nie ma skrzypu.

  
Lubię ten czas w Borkowie, kiedy ciężkie zadania np. przy koszeniu łąki są zakończone i mogę zająć się roślinami. Do tego po ostatnich deszczach i chłodach wszystko odżyło i wygląda nieco lepiej.

Moja rabata przy bramie. Obrobiłam z grubsza krawędzie. Piszę z grubsza, bo tu nawet nie próbuję wprowadzić kantów jak brzytwa. Ani nie pasują, ani się nie da, bo tu trawa łąkowa, kępiasta.


Liliowce i irysy syberyjskie się zielenią, rudbekie coraz większe i nadal kwitną, a były takie mikro sadzonki, siewki od znajomej.


Dziurawiec Kalma Gemo też się rozrasta, a marniutki był z powodu suszy. Nie jestem pewna losu 2 z 3 jesionów. Straciły liście, ale czekam, bo to drzewo zdaję się lubi robić niespodzianki ;-)


Klon srebrzysty na żółto ;-) Bardzo ciekawie rośnie, bo od dołu ma mnóstwo bocznych przyrostów, górą też jest podzielony, bardziej jak krzew, niż drzewo, ale to mi się niezwykle podoba. 


Wyczytałam, że te klony bardzo często mają wielokrotny pień. O takie cudo na stronie o drzewach znalazłam. Czy mój taki urośnie? Nawet jeśli, to szansa, że to zobaczę jest niewielka. Za to zostawię kilka nowych drzew i to moim zdaniem jest najważniejsze w tym wszystkim.


Suchy strumień wyczyściłam - jednak pomimo nawet tej plastikowej maty, jak krety nasypią ziemi, zaraz zarasta. Staw jeszcze nie ruszony, czeka na swoją kolej. Brzegi do uporządkowania, pałka w dużej części do usunięcia, tylko wierzby nie ruszę ;-) Taka samosiejka mi wyrosła z tej strony.


Jak dobrze jest mieć takie odludne miejsce. Jeszcze nie ogród, ale czy to ma znaczenie?